A.D.: 30 Listopad 2021    |    Dziś świętego (-ej): Justyna, Andrzej, Konstanty

Patriota.pl

Bibere humanum est, ergo bibamus!
Horacy

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

ACTA Conventa, czyli potrzeba spisku prochowego

Drukuj
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Tags: Hic et nunc | Lewiatan

ACTA nie pójdą ad acta, to pewne. Wbrew zapewnieniom pełniącego urząd Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, że nie złoży pod umową podpisu, jeśli okaże się, że umowa narusza wolności obywatelskie i wbrew „decyzji” pełniącego urząd Premiera RP Donalda Tuska o „zawieszeniu” ratyfikacji umowy, sprawa jest już przesądzona. Architekci Nowego Światowego Ładu nie pozwolą, aby internet, ostatnia przestrzeń wolności, pozostała poza kontrolą. Doświadczenia z ubiegłorocznej arabskiej wiosny, kiedy internet stał się narzędziem pomagającym organizować się buntownikom, z pewnością utwierdziły ich w tym przekonaniu.

W święto Ofiarowania Pańskiego, 2 lutego 2012 r., Bronisław Komorowski spotkał się z ministrami sprawiedliwości, kultury, administracji i cyfryzacji, aby uzyskać „klarowną i jasną odpowiedź, na ile umowa handlowa ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) może stanowić zagrożenie dla wolności obywatelskich”. W spotkaniu uczestniczyli też Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Irena Lipowicz, a także ministrowie w Kancelarii Prezydenta. – Prezydent stoi także na stanowisku, że należy z całą stanowczością i w jasny sposób oddzielić odpowiedzialność internautów, odpowiedzialność użytkowników internetu od odpowiedzialności firm, podmiotów, które zajmują się udostępnianiem w sieci poszczególnych materiałów – powiedziała Dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Joanna Trzaska-Wieczorek.

W czasie spotkania ministrowie zadeklarowali, że „proces ratyfikacji nie będzie uruchomiony zanim nie zostaną rozwiane wszystkie wątpliwości”. Wcześniej zajmujący stanowisko Premiera RP Donald Tusk zapewniał, że „przed ratyfikacją umowy ACTA zostaną przeprowadzone konsultacje ze środowiskami internautów”. To jednak nie tylko nie uspokoiło przeciwników ACTA, ale wręcz wzmogło niepokoje, no bo wszyscy przecież podskórnie czują, w którą stronę zostaną „rozwiane wątpliwości”. W tej sytuacji, najprawdopodobniej pod wpływem rad swoich PR-owców, w piątek 3 lutego Donald Tusk poinformował o „zawieszeniu” procesu ratyfikacji ACTA co najmniej do końca roku.

Oczywiście deklaracje ministrów, zapewnienia Tuska, jak też emanująca fałszem troska Komorowskiego o „wolności obywatelskie” są niczym więcej niż czczą gadaniną, bo przecież wszelkie „wątpliwości” zostały już dawno rozwiane w zaciszu gabinetów praktyków spisku, zaś „zawieszony” proces ratyfikacji można równie łatwo odwiesić. Operetkowo wyglądają przy tym połajanki Tuska à la Putin pod adresem urzędników i ministrów, którym ponoć „zabrakło energii”, i którzy jakoby nie wpadli na to, żeby „skonsultować się ze środowiskami internautów”.

Deklaracje Tuska, Komorowskiego i ich urzędników to jedna wielka ściemniająca ekwilibrystyka. Jest oczywiste, że takich konsultacji nigdy miało nie być, a co najwyżej pozory konsultacji społecznych. Najlepszy przykład „społecznych konsultacji” w wykonaniu rządu PO-PSL mieliśmy przy okazji obniżenia wieku obowiązku szkolnego do 6 roku życia, kiedy przeciwników tej decyzji traktowano nie jak partnerów w dyskusji, lecz jak wrogów, zaś ich argumentów w ogóle nie brano pod uwagę. Tworzono zaś pozory konsultacji, „radząc się” co najwyżej tych, którzy byli identycznego zdania, co rząd. Ta hucpa zresztą trwa nadal. – Konsultacje tego traktatu były kompletnie nieprzejrzyste i całkowicie za zamkniętymi drzwiami. Poza osobami zaproszonymi do tych konsultacji na podstawie zupełnie nieznanych kryteriów, nikt nie miał szansy zabrać głosu i wpłynąć na kształt ostatecznego traktatu – mówił na spotkaniu z premierem Michał Woźniak z Fundacji Otwartego i Wolnego Oprogramowania.

Jednak sprawa traktatu ACTA jest o wiele poważniejsza. Wszystkie te matactwa, a także bełkotliwa treść tego prawno-biurokratycznego gniota jednoznacznie wskazują, że sprawa ma głęboko ukryte drugie dno. W skrócie ukazał je w tygodniku „Gość Niedzielny” (4/2012, s. 11) prawnik i ekonomista, prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski. Zauważa on, że w zakresie przepisów prawa materialnego umowa zawiera tzw. klauzule generalne głównie o charakterze deklaratoryjnym, zaś w zakresie ochrony praw własności intelektualnej nie ma w niej „niczego takiego, czego nie ma już w prawie polskim”. „Ale z klauzulami generalnymi jest pewien problem. Za komuny odmowę wydania paszportu można było otrzymać z powodów wymienionych w ustawie. Ostatni z punktów brzmiał: z innych ważnych przyczyn” – zauważa ekspert.

Jednak klauzule generalne nie są najgroźniejszym obliczem tego gniota. Gwiazdowski zwraca uwagę, że zgodnie z umową „każda Strona przyznaje swoim organom sądowym prawo zastosowania środków tymczasowych bez wysłuchania drugiej strony w stosownych przypadkach”, zaś w art. 28 jest zapis, że „Każda strona ma wspierać tworzenie i utrzymanie formalnych i nieformalnych mechanizmów […], w ramach których jej właściwe organy mogą poznać opinie posiadaczy praw i innych odpowiednich zainteresowanych stron”. Jednak zdaniem prezydenta Centrum im. Adama Smitha najistotniejszy jest zapis w art. 27: „[…] każda Strona zapewnia w swoim prawie dostępność procedur dochodzenia i egzekwowania, tak aby umożliwić skuteczne działania przeciwko naruszeniu praw własności intelektualnej, które odbywa się w środowisku cyfrowym, w tym doraźne środki zaradcze zapobiegające naruszeniom i środki odstraszające od tych naruszeń […]”.

„Bez wysłuchania drugiej strony? […] Nieformalne mechanizmy? W państwie prawa? […] Umowa nie określa, co jest, a co nie jest własnością intelektualną […] Bo jak ktoś z Państwa wrzuci posta z mojego bloga na Wykop albo Facebooka, to na podstawie literalnego brzmienia tak skonstruowanego przepisu przysługiwać mi będzie prawo wsadzenia Was do ciupy! A jak podam link do jakiejś strony, nie wiedząc, że jej administrator „dokonał naruszenia”, to mogą wpaść mi do chałupy „bez wysłuchania” moich racji i zarekwirować laptop. I proszę nie zapewniać, że tego na pewno nie zrobią. Bo jak mogą, to kiedyś w końcu zrobią” – pisze Robert Gwiazdowski.

Nie ma wątpliwości, że zarówno treść umowy, jak i konspiracyjny sposób jej powstania (nad umową ACTA pracowano w tajemnicy od 6 lat), wskazują, że „ochrona prawa własności intelektualnej” jest jedynie pretekstem do zakneblowania ust tym, którzy nie podzielają wizji przekształcania świata narzucanej przez globalny establiszment, polegającej m.in. na ideologicznej unifikacji w duchu soc-demo-libertyńskim i podporządkowaniu światowej ekonomii oligarchicznym korporacjom. A że obszarem rzeczywistej wolności słowa jest obecnie tylko internet, to – jak trafnie zauważył Robert Gwiazdowski – „różnej maści bolszewicy starają się za wszelką cenę skończyć z wolnością internetu”. Specyfiką umowy ACTA jest zaprzeczenie zasadzie domniemania niewinności na rzecz zasady, że wszyscy jesteśmy potencjalnymi przestępcami.

Oczywiście robi się to wszystko pod pretekstem ochrony interesów twórców. Czy aby na pewno? Przekonajmy się co o całej sprawie sądzi jeden z nich – Wojciech Cejrowski. Kto, jak kto ale on, który sprzedaje swoje publikacje i filmy w ogromnych nakładach, jak mało kto powinien popierać przyjęcie traktatu ACTA. A jednak ma na ten temat zupełnie odmienne zdanie. Zacytujmy jego wypowiedź w całości z nadzieją, że ze względu na powagę sytuacji nie będzie miał nam tego za złe:

„Na temat ACTA myślę tak: ZAGROŻENIE. Należy zwalczać ten akt prawny, należy zwalczać władze, które chcą ACTA wprowadzać.
Zwalczać… mało powiedziane! Władze, które wpadają na takie pomysły są niebezpieczne i należy je obalić, bo nawet jeśli dziś powstrzyma się ACTA, to jutro oni wymyślą coś następnego.
Już teraz pełno jest kamer w miastach, pełno śledzenia obywatela w internecie, w sklepie, w zbliżeniowej karcie kredytowej, w komórce, w odciskach palców na granicy, w skanerach całego ciała przed wejściem do samolotu, w tych numerach pesel i NIP, które nam nadają, w kolczykowaniu każdej krowy na Twoim polu, w numerowaniu jajek w sklepie, znacznikowaniu każdego telewizora i komputera w fabryce, w montowanych na stale GPS-ach, które śledzą ruchy Twojego auta zawsze, chcesz, czy nie, w czytnikach do oka, które mają zastępować klucze do drzwi, w identyfikatorach głosu, które mają być „ułatwieniem dla Ciebie”, do obsługi „wyłącznie Twojego sprzętu”… Tęczówka, siatkówka, fale mózgowe, odciski palców, pomiary izometryczne głowy, kod kreskowy przypisany do obywatela… ZAGROŻENIE.
A zatem władzę, która wprowadza ACTA należy obalić. Dla własnego bezpieczeństwa.
A piractwo w sieci?
Z piractwem się nie wygrywa zakazami – z piractwem należy walczyć poprzez wyprzedzanie piratów na zakrętach.
Steve Jobs – ten od firmy Apple – wyprzedził piratów, gdy zaczął sprzedawać legalnie piosenki po 99 centów za sztukę. Skończyło się nielegalne kopiowanie, bo większość ludzi woli za dolara kupić sobie porządny plik z piosenką, okładką, opisem, niż niepewny od pirata za… no właśnie – za ile piratowi się opłaca, w sytuacji, gdy legalnie można kupić za 99 centów?
W podobny sposób należy zwalczać piractwo we wszystkich miejscach – to znaczy, należy legalny towar oferować tanio w dobrej jakości.
Pirackiej płyty DVD w USA się już nie kupi.
Dlaczego?
Bo nie ma klientów. Nie ma chętnych na pirackie kopie.
A nie ma dlatego, że można sobie za 9 dolarów miesięcznie wykupić usługę NETFLIX, podłączyć internet do telewizora i oglądać wszystkie filmy świata w ramach tych 9 dolarów miesięcznie. Wykupiłem. Jestem w Polsce – działa, jestem w Meksyku – działa, a teraz jestem w USA na prerii, i też działa – odpalam laptopa, podłączam kabelek do telewizora i oglądam na co mi akurat przyjdzie chęć. Stare programy telewizyjne, stare filmy czarno-białe, najnowsze filmy z kina, wczorajszy mecz futbolowy… co tylko mi się podoba.
ACTA wprowadzane dzisiaj jest potrzebne wyłącznie władzy.
Dziesięć lat temu jakoś się za to nie brali, a wtedy piractwo było problemem prawdziwym. Dzisiaj już nie jest.
I przypomnę Państwu,  kto to pisze: facet, który żyje ze sprzedaży dzieł w rozumieniu prawa autorskiego, czyli facet, którego wkurza, gdy jest okradany przez internetowych piratów. Okradają mnie i denerwują codziennie. Wywieszają nielegalne wersje moich książek, audycji radiowych, moich programów telewizyjnych, potem kasują za to pieniądze, ale ze mną się nie dzielą – ZŁODZIEJE wartości intelektualnej. Ja z obrotu prawami do moich utworów utrzymuję rodzinę i kilkunastu pracowników, z których większość ma swoje rodziny i dzieci… A zatem pisze to wszystko facet, którego osobiście dotyka problem piractwa w internecie.
I z tej mojej pozycji, osoby okradanej, poszkodowanej, piszę, że ACTA jest zagrożeniem większym dla mnie osobiście, niż wszyscy ci piraci. Bo ACTA to ograniczenie wolności osobistej, swobód obywatelskich, to wpieprzenie się władzy w przestrzeń, gdzie władzy być nie powinno.
A ponieważ władza raczej nie zrezygnuje sama, to trzeba jej pomóc – OBALIĆ.
Nawet lewacy zaczynają się orientować, że Tuski to zagrożenie. Nawet lewacy zaczynają się orientować, że wrogiem nie jesteśmy my katole, narodowcy, homofoby, tylko władza. Z lewakiem mogę żyć na jednym osiedlu; nie lubię go, nie cenię jego poglądów, ani stylu życia i tu się kończy konflikt. Wojna między nami zaczyna się dopiero wtedy, gdy ponad nami pojawia się władza. To władza napuszcza ludzi na siebie. To władza jest inżynierem konfliktów. To władza wydaje zezwolenia na dwie manify na tej samej ulicy o tej samej porze. To władza jednym wydaje licencję na nadawanie, a innym nie daje. To władza ustawia starych ludzi w kolejkach do aptek. To władza zabrania Ci zatrudniać tanią ukraińską sprzątaczkę. To władza każe Ci zapłacić cło za komputer, który chcesz sobie sprowadzić z USA. To władza za twoje pieniądze zamawia autostradę u Chińczyków, ale jednocześnie ta sama władza nigdy w życiu nie kupiłaby swojej własnej córce chińskiego samochodu, ani chińskiej liny alpinistycznej, ani niczego, od czego zależy bezpieczeństwo i zdrowie. To władza produkuje dziesiątki tysięcy magistrów i zapewnia im zero miejsc pracy. To władza obiecuje Ci konkretne rzeczy w exposé premiera, a potem nigdy nie rozlicza się z ich wykonania. Obudziłeś się lewaku, lemingu, czy kim tam chcesz być?
Widzisz już, gdzie jest Twój wróg?
To nie ja, nie Jarosław, nie Dyrektor – my mamy po prostu radykalnie odmienne poglądy w większości spraw. A wrogiem Twoim, moim, naszym jest ta władza.
I nawet nie proszę Cię byś mi ją pomógł obalić – po prostu obalaj ją sam ze swojej strony, a ja z mojej.
Będę wdzięczny, jeśli ktoś popchnie tę władzę w tym samym czasie, gdy ja popycham.
Zacznie się kiwać, raz w lewo, raz w prawo i w końcu runie w cholerę”.

Donald Tusk zapewniał, że rząd będzie starał się, by w internecie szanowano zarówno prawo własności intelektualnej, jak i wolność słowa. Zapewniał, że nie dojdzie do ratyfikacji umowy ACTA, jeśli okaże się, iż umowa narusza wolności obywatelskie, a w końcu „zawiesił” proces jej ratyfikacji. A ja mówię, i będę powtarzać to do obrzydzenia, że to wszystko, to jedna wielka manipulacja, bo decyzja w sprawie ACTA została już dawno podjęta, a teraz inicjatorzy tej umowy głowią się jedynie jak ogłupić społeczeństwa, aby narzucaną im groźną patologię postrzegały jako dobrodziejstwo. Sztaby PR-owców w Polsce i zagranicą intensywnie pracują nad tym, aby parciany stryczek wyglądał jak drogocenna kolia.

Już abstrahując od zagrożenia, jakim jest ratyfikacja ACTA dla wolności internetu, przyjęcie tego gniota będzie skutkowało konkretnymi dolegliwościami w życiu codziennym. Na przykład rolnicy co roku będą musieli dokonywać opłaty licencyjnej za wysiew ziarna. Nie wystarczy, że raz zakupią ziarno. Nawet jeśli zakupią takie ziarno i w następnym roku będą chcieli zasiać ziarno, które wyrośnie z rok wcześniej zakupionego ziarna to i tak będą musieli za to zapłacić korporacji, która sprzedała rok wcześniej ziarno. Z pewnością nie będzie to obojętne dla cen żywności. Inny przykład? Skończy się naprawianie samochodów z zastosowaniem identycznej jakości, lecz kilka razy tańszych zamienników. Na przykład, za oryginalny zderzak do Toyoty będziemy musieli zapłacić tysiąc złotych, i nie będziemy mogli jak dotychczas kupić identycznego zamiennika za 150 zł. I rządy nie głowią się nad tym, jakim cudem Toyota produkuje tak drogo, tylko jak zlikwidować jej konkurencję.

Zapewnienia Tuska są nic nie warte, bo jego rząd nie jest rządem suwerennym. W grę wchodzą ogromne interesy korporacji oraz konsekwentnie urzeczywistniana już koncepcja budowy wszechświatowego łagru, gdzie ekonomicznej eksploatacji ma być poddanych miliardy ludzi. Można nimi manipulować, można ich oszukiwać, ale wszystko ma swoje granice. Może coś się wydarzyć na wzór tego, co stało się w ubiegłym roku w Afryce Północnej. Wydarzenia w Afryce oczywiście były sterowane (chodziło o obalenie potencjalnych przeszkód na drodze budowy Nowego Światowego Ładu i poddanie tych państw kontroli zachodnich oligarchii), ale przecież zawsze coś może wymknąć się spod kontroli i ACTA ma temu zapobiec. Architekci Nowego Światowego Ładu, którym podporządkowana jest rządząca Polską sitwa nie ustąpią. W sytuacji zbyt dużego oporu z pewnością wymyślą nową nazwę dla starego pomysłu lub kompromis, który pozwoli im osiągnąć cel. A głupi demokratyczny motłoch będzie cieszyć się z pozorów zwycięstwa. A gdy przejrzą, będzie już za późno.

Informacja o „zawieszeniu” procesu ratyfikacji ACTA jest zwykłym pustosłowiem w przeciwieństwie do groźnego konkretu, jakim było podpisanie 26 stycznia br. umowy przez Ambasador Polski w Japonii Jadwigę Rodowicz, na mocy udzielonego jej przez Donalda Tuska upoważnienia. Tylko wycofanie tego podpisu mogłoby satysfakcjonować przeciwników ACTA, ale przecież Tusk wykluczył taką możliwość, co jednoznacznie potwierdza, że decyzja została już podjęta, a obecnie trwa gra na zwłokę i zmęczenie przeciwnika.

Gdyby nie realne zagrożenie, za zabawne można by uznać szczególny tryb zaakceptowanej procedury przyjęcia ACTA przez polski rząd. Najpierw podpisano umowę, a dopiero później miałaby ona być poddana konsultacjom społecznym i dopiero później miałaby się nad nią odbyć debata. Ciekawe, czy podobny tryb postępowania przyjąłby Donald Tusk biorąc pożyczkę w banku? Czy najpierw podpisałby umowę, a później negocjowałby jej warunki? Pytanie jest oczywiście retoryczne.
Niestety, wbrew pozorom, to wszystko nie jest śmieszne. Rząd nie wycofa się z ACTA, to pewne. Będzie prowadził grę na zwłokę do czasu aż umowa zostanie przyjęta na poziomie struktur europejskich (a zostanie przyjęta na pewno, bo Unia Europejska jest politycznym narzędziem w rękach ponadnarodowych korporacji), a wówczas rząd powie, że nie mamy wyjścia i musimy się dostosować do unijnych standardów.

Dlatego ten rząd, którego celem jest demontaż suwerenności Polski, trzeba OBALIĆ i jak najszybciej wystąpić z Unii Europejskiej, która na wszystkich obszarach hamuje nasz rozwój i zamienia nasz naród w duchową pustynię. Trzeba jak najszybciej opuścić ten konglomerat obozu pracy, z kostnicą i burdelem.

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Krótkie spięcia

Wieści z frontu

EUR PLN CHARTS

Zwróć uwagę

Uwaga, może zaboleć:
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

stat4u