Bez wątpienia łacina buduje nasz kod cywilizacyjny, uczy logicznego formułowania myśli i pięknego wysławiania się. Łacina wzbogaca naszą kulturę oraz umożliwia rozumienie literatury naukowej i popularnonaukowej – wszak jedna trzecia polskiego słownictwa pochodzi z tego języka. Czy jesteśmy tego świadomi czy nie, łacina – pomimo wojny, jaką jej wypowiedziała reformacja i rewolucja francuska – po prostu ukształtowała każdego z nas.





„Czas na papieża z Ameryki Łacińskiej lub Afryki”! Nie jest to bynajmniej konkluzja artykułu w „postępowej” „Gazecie Wyborczej”, która lubuje się w podpowiadaniu nie tylko zwykłym wiernym, ale też najwyższym dostojnikom Kościoła katolickiego, co mają robić i jak mają wierzyć, oczywiście jeśli już muszą. Nic podobnego. Powyższy cytat jest tytułem artykułu na stronie internetowej brytyjskiego tygodnika katolickiego „The Tablet”, a jednocześnie kwintesencją poglądów dwóch najwyższych rangą dostojników watykańskich, którzy najwyraźniej w czasie wolnym od duszpasterskich obowiązków postanowili zając się futurystyką.
Dokładnie siedem lat i jeden dzień temu, 19 kwietnia 2005 roku znad Kaplicy Sykstyńskiej uniósł się biały dym zwiastujący nam „radość wielką”. I rzeczywiście wkrótce usłyszeliśmy słynne anuntio vobis gaudium magnum – HABEMUS PAPAM. A gdy usłyszeliśmy słowa Eminentissimum ac Reverendissimum Dominum, Dominum Josephum… wiedzieliśmy, że nie chodzi bynajmniej o kardynała Glempa, lecz o znienawidzonego przez lewacki establishment „Pancernego Kardynała” Józefa Ratzingera.
Krytycy literatury uważają Jacopone da Todi, franciszkanina, za jednego z najważniejszych poetów średniowiecza i za największego poetę włoskiego przed Dantem Alighieri. To jemu przypisuje się autorstwo słynnego hymnu łacińskiego Stabat Mater.







