A.D.: 23 Czerwiec 2024    |    Dziś świętego (-ej): Wanda, Józef, Albin

Patriota.pl

I znajdę spokój tam, gdzie świerszczy śpiewny gwar, spokój z poranka mgieł powoli spłynie w końcu,
Północ tam zawsze lśni, błyszczy południa żar, a purpurowy zmierzch pełen jest skrzydeł dzwonków.

William Butler Yeats, Wyspa na jeziorze

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Dorzynanie POczciwców, czyli hieny medialne w akcji

Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Tags: Informacje | Komentarze

„Prawo i Sprawiedliwość ostro atakuje, natomiast politycy Platformy Obywatelskiej powstrzymują się od agresywnych wypowiedzi w mediach” – poinformował w środę portal „wirtualnemedia.pl”. Do takiego wniosku doszli autorzy comiesięcznego raportu Cztery Stacje, przygotowanego przez Press-Service Monitoring Mediów. Według nich, „politycy PiS-u 254 razy pojawili się w poddanych analizie serwisach, a 112 z ich wystąpień miało znamiona agresji”.

Autorzy raportu stwierdzają, że odsetek agresywnych wypowiedzi przedstawicieli PiS-u jest najwyższy od momentu rozpoczęcia monitoringu tego zagadnienia w październiku 2010 roku. „44 proc. ich wystąpień to wypowiedzi, które przez analityków zostały zaklasyfikowane jako agresywne. Jednocześnie Platforma Obywatelska od października co miesiąc odnotowuje coraz niższy odsetek tego typu wypowiedzi. W styczniu było ich 6 proc., natomiast jeszcze w październiku 15 proc.” – czytamy w artykule.

Oczywiście, jak zwykle w tego rodzaju badaniach nie podano jakie to konkretnie „znamiona” decydują, że wypowiedź jest agresywna bądź nie, o ścisłych kryteriach już nie mówiąc. A skonkretyzowanie tych „znamion agresji” jest o tyle uzasadnione, że przecież samo mówienie niewygodnej prawdy w dzisiejszym mocno zsatanizowanym świecie posiada „znamiona agresji”. Właśnie taką, czyli jako agresywną, odebrała jedna z moich znajomych wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że „w sensie moralnym i politycznym” odpowiedzialność za katastrofę smoleńską poprzez zorganizowanie dwóch oddzielnych wizyt w Katyniu „ponoszą premier i jego otoczenie”. Bardzo się zdziwiła, gdy powiedziałem jej, że przecież to prawda, bo gdyby Tusk nie spiskował z Putinem przeciwko własnemu prezydentowi, i gdyby poleciał do Katynia razem z śp. Lechem Kaczyńskich, to, jak trafnie ujął to Jarosław Kaczyński, „szczególny splot nieszczęśliwych okoliczności, który doprowadził do katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 roku, nie mógłby się powtórzyć, a zatem do katastrofy by nie doszło”.

Znamiona agresji, zwłaszcza według bałwochwalczych zwolenników pozostającej obecnie u władzy koterii nieudaczników (których w monitorowanych stacjach, a w szczególności w TVN nie brakuje), ma z pewnością każda wypowiedź w zdecydowanych słowach piętnująca nieudolność, czy wręcz szkodliwe działania ekipy Donalda Tuska i jego politycznego otoczenia. Taka jest prawda! Przyznam się, że nigdy, powtarzam NIGDY nie słyszałem polityka Prawa i Sprawiedliwości, który zachęcałby kogokolwiek do wycinania czy dorzynania platformiastych watah, lub który sugerowałby nieuzasadnioną konieczność psychiatrycznego leczenia któregokolwiek polityka PO lub z tą partią związanego (włącznie z Niesiołowskim, Palikotem, czy odczuwającym trwogę przed Polakami Bartoszewskim).

Niestety podobnych wypowiedzi i sugestii ze strony polityków PO i popierającego ją środowiska jest niezliczona ilość. Oczywiście według wspomnianych analityków określanie w opisowy sposób politycznych oponentów wariatami, ludźmi psychicznie chorymi, co nagminnie czynią politycy PO i współdziałające z nimi medialne hieny, prawdopodobnie według nich nie wyczerpuje „znamion agresji”. Można założyć, że wypowiedzi zachęcające do mordowania lujb zamknięcia w psychiatryku politycznych oponentów zostaną przez nich zakwalifikowane jako błyskotliwe czy dowcipne.

I tak prawdopodobnie zostanie zinterpretowana przez nich i przez cały salon „Gazety Wyborczej” wypowiedź domniemanego aferzysty, pełniącego funkcję Marszałka Sejmu, Grzegorza Schetyny, który złożenie przez Prawo i Sprawiedliwość wniosku o dymisję ministra rolnictwa Marka Sawickiego nazwał „wilczym, zbójeckim prawem opozycji. Nie wnikamy tutaj na ile ten wniosek jest uzasadniony (a jest, bo polska wieś jest masakrowana przez PSL, który jest w Polsce strażnikiem obcych interesów na obszarze rolnictwa), ale sama wypowiedź „Grzecha” wymaga osobnej analizy.

A jest to potwornie agresywna i destrukcyjna zbitka słowna. No bo jakie skojarzenia mogą zrodzić się w głowie przeciętnego konsumenta papki medialnej (stanowi on zasadniczą część elektoratu) słowa „wilczy” i „zbójecki”. Gdy słyszymy słowo „wilczy”, to przecież pojawiają się natychmiast skojarzenia z dzikim, groźnym, niebezpiecznym wołochatym stworem, gotowym do mordowania praktycznie bez powodu. Krótko mówiąc – krew, cierpienie i śmierć. A gdy słyszymy słowo „zbójecki”, cóż nam się kojarzy? Prymitywny, pozbawiony zasad moralnych i elementarnej kultury osiłek, który krzywdzi Bogu ducha winnych POczciwców. I wystarczy do tego dorzucić słowo „opozycja” i wyjątkowo perfidna i niebezpieczna manipulacja jest gotowa, bo przecież pierwszym skojarzeniem po użyciu słowa „opozycja” nie jest SLD, lecz Prawo i Sprawiedliwość. Okazuje się więc, że Prawo i Sprawiedliwość to dzikość, zagrożenie, niebezpieczeństwo, przemoc, prymitywizm, brak zasad i kultury. Dokładnie taki przekaz zostanie wtłoczony za sprawą tej wypowiedzi do powszechnej ochlokratycznej podświadomości.

Będzie to o tyle łatwiejsze, że wypowiedź Schetyny bez najmniejszych wartościujących komentarzy została powtórzona wielokrotnie ugruntowując destrukcyjny przekaz. Właśnie z takich powodów ogłupiony medialną propagandą plebs boi się Prawa i Sprawiedliwości i na dobrą sprawę nie wiedząc dlaczego. Zresztą ta wiedza nie jest nawet pożądana, bo przecież mogłaby spowodować dyskomfort. Żadna ze znajomych mi osób odczuwających lęk przed Prawem i Sprawiedliwością zapytana o to nie była w stanie uzasadnić tego racjonalnie. W podobny sposób soc-demo-tęczowo-libertyński establiszment walczy z każdym, kto głosi niewygodne poglądy, nazywając rzeczy po imieniu.

Możemy być jednak pewni, że wypowiedź Grzegorza Schetyny nie zostanie zakwalifikowana jako posiadająca „znamiona agresji” (och, jakże chciałbym się mylić), a co najwyżej jako błyskotliwa, inteligentna, może nawet dowcipna, a w najgorszym razie jako pełna twórczej ekspresji. Ale czego się można spodziewać żyjąc w świecie gdzie grzech i występek wyniesiono do rangi cnoty, gdzie kwestionuje się zdrowy rozsądek, którego filozoficznym odzwierciedleniem jest arystotelejska definicja prawdy – zgodność poznania z rzeczywistością.

 

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u