A.D.: 19 Kwiecień 2024    |    Dziś świętego (-ej): Adolf, Leon, Tymon

Patriota.pl

Piękna kobieta musi zająć drugie miejsce; pierwsze należy się kobiecie kochanej.
Ona staje się panią naszych serc; nim zdamy sobie z tego sprawę, serce nasze popada w niewolę miłości.

Iwan Bunin

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Przewagi elearów polskich, czyli o najlepszym wojsku od Syberii po Lotaryngię - Zaporożcy i lisowczycy – bliźniacze formacje

Drukuj PDF
Spis treści
Przewagi elearów polskich, czyli o najlepszym wojsku od Syberii po Lotaryngię
Najemnicy
Kozacy lisowscy czy elearowie
Żołnierze wyklęci
Homo lisovianus
Konie i lisowczycy
Zaporożcy i lisowczycy – bliźniacze formacje
Ci, których diabeł się bał…
Rycerze Chrystusa
Lisowczyk w cywilu
Czy Jeździec polski Rembrandta przedstawia lisowczyka?
Podsumowanie, czyli co ma lisowczyk do ułana
Wszystkie strony

Zaporożcy i lisowczycy – bliźniacze formacje

Z powodu podobieństwa w obieraniu dowódcy i w obyczajach, lisowczyków często mylono z Zaporożcami, dla których rzeczywiście często byli „bratnią” formacją. Działali z nimi ramię w ramię podczas traktatów w Dywilinie (1618 rok), gdy współpracowali z kozakami Sahajdacznego w terroryzowaniu ziemi moskiewskiej, choć Zaporożcom przypadło południe państwa moskiewskiego, a lisowczykom Czapińskiego północ (wtedy to mieli dotrzeć aż nad Morze Lodowate); także w czasie kampanii chocimskiej Zaporożcy i lisowczycy stacjonowali w sąsiednich obozach, poza umocnieniami polsko-litewskimi, razem urządzając „wycieczki” do obozu tureckiego. „Podobno trudno było poznać garści pieprzu Elearskiego między korcem maku Zaporoskiego, ile kto w pole nie wyjrzał” – pisał kapelan Dębołęcki o ich komitywie z Zaporożcami pod Chocimiem i o trudnościach w odróżnieniu jednych od drugich… „o ile kto w pole nie wyjrzał”.

Tak jak Zaporożcy, lisowczycy słynęli z pokazów dżygitki (z tym, że u lisowczyków zwała się ona „kunszcikami lisowskimi”), z których najsławniejszy miał miejsce podczas przekraczania Renu w obecności dworu arcyksięcia Leopolda. Cechowała ich skłonność do ryzykanctwa i popisywania się („…mijając jedno miasteczko, przed którem na jednej stronie drogi na skale stało siła mieszczan z halabardami, niektórzy z elearów rozumiejąc, iż to nieprzyjacielscy byli – a chcąc pokazać, iżby się tam, choć tak wysoko, gdyby pozwolenie było, nie osiedzieli – zebrało się ich do dziesiątka, którzy na strzelenie z łuku od nich na drugą skałę, jeszcze wyższą, puścili się jeden za drugim grzyw końskich trzymając. Na którą cudownie wjechawszy, po niej harcowali…”), a nade wszystko fantazja, tak obca Niemcom, którzy z oburzeniem obserwowali, jak w Wiedniu w 1620 roku lisowczycy wjeżdżając do sklepów kupieckich, koniom dawali migdały i wino hiszpańskie. Toteż podczas pierwszego pobytu wojska lisowskiego na Zachodzie powszechnie uznawano ich za Zaporożców i pytano kapelana: „…co by to za naród kozacki? Daleko li ich ziemia za Polską? Jeśli mają swojego króla, jeśli szli przez Polskę i jeśli się też ich Polacy nie bali?” A uświadomieni, że to właśnie są Polacy, nie chcieli dać wiary, mówiąc: „…nie można rzec, aby to Polacy, bo tu często bywają, ale w takich szaciech jako my i twarzy łaskawej, a to porąbane…” Lecz cóż dziwić się Niemcom, skoro nawet Zimorowic w poemacie Żywoty Kozaków lisowskich każe swoim bohaterom rozmawiać po… ukraińsku.

Tymczasem skład narodowościowy i społeczny obu wojsk znacznie się różnił. Wiadomo, że wojsko zaporoskie składało się głównie ze zbiegłych chłopów i zubożałych mieszczan, dowodzonych przez zdegenerowaną szlachtę ruską, lecz w miarę czasu coraz rzadziej spotyka się wśród nich nazwiska szlacheckie, zastępowane stopniowo przez nazwiska chłopskie. Jeszcze w czasie dymitriad zasłynął ataman kozacki Jan Zarudzki, szlachcic spod Tarnopola, ale już dziesięć lat później pod Chocimiem pośród trzynastu pułkowników kozackich tylko jednego można podejrzewać o szlachectwo, a w połowie XVII w. Kozaków zaporoskich nazywa się już wprost „hultajstwem chłopskim” [zob. Władysław Tomkiewicz, O składzie społecznym i etnicznym Kozaczyzny Ukrainnej na przełomie XVI i XVII wieku, w: „Przegląd Historyczny”, t. XXXVII, Warszawa 1947, s. 250]. Natomiast w wojsku lisowskim służyła głównie drobna szlachta, a jedynie ciurowie rekrutowali się spośród chłopstwa. Kiedy w roku 1619 zaciągano lisowczyków na „cesarską”, baron zue Wolckhenstein przedstawiał ich arcyksięciu w liście: „…najsamprzód są Lisowczyki, wszyscy sama szlachta, przebrany żołnierz…” Potwierdzają to zestawienia składu osobowego późniejszych chorągwi lisowskich, gdzie znacznie przeważają nazwiska polskie i szlacheckie, aczkolwiek początkowo zdarzali się wśród nich również Tatarzy i sporo Dońców (których Lisowski otrzymał w 1614 roku w spadku po atamanie Andrieju Nalewajce), a także „Moskwicini”, Niemcy, Walonowie, Cyganie i Żydzi, był też ponoć nawet jeden Murzyn [zob. Władysław Magnuszewski, Z dziejów elearów polskich, Warszawa-Poznań 1978, s. 182].

Również pod względem uzbrojenia i taktyki lisowczyków i Zaporożców więcej dzieliło, niż łączyło. Wbrew romantycznej wizji Kozaczyzny, głównym rodzajem wojsk zaporoskich była piechota, a ulubionym manewrem – obrona pozycyjna z umocnionego taboru. Kozacy przemieszczali się wozami, które w razie potrzeby, powiązane łańcuchami i okopane, służyły jako fortyfikacja, spoza której Kozacy mogli się ostrzeliwać przez wiele dni (jak pod Ochmatowem w 1655 roku). Lisowczycy zaś nie posiadali wozów taborowych, poruszali się komunikiem, a ich siłą były gwałtowne szarże konne; i jeśli sprawdzali się w oblężeniach, to tylko jako atakujący. Walka w oblężeniu, jak pod Cecorą czy Chocimiem, powodowała zawsze duże straty wśród nich z powodu niedostatecznego uzbrojenia w artylerię (pod Chocimiem nie mieli żadnej, póki nie przyciągnięto im dwóch dział od królewicza Władysława).

Za to bardzo interesująca jest kwestia zbieżności barw wojskowych między lisowczykami a Niżowcami i ich spadkobiercami. Wojsko lisowskie tradycyjnie używało barw czerwono-czarnych i dokładnie te same kolory stały się potem barwami powstania Stieńki Razina przeciw władzy carskiej (lata 70. XVII w.) – na czele wołżańskiej flotylli Razina płynęły dwa okręty, czarny i czerwony, wiozące patriarchę Nikona i ocalonego carewicza, którzy mieli zająć miejsce dotychczasowego patriarchy i cara. Jak wiadomo, później barwy te przejął ukraiński ruch spod znaku UPA.



 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u