A.D.: 25 Styczeń 2022    |    Dziś świętego (-ej): Tatiana, Paweł, Miłosz

Patriota.pl

Prawda zawsze zwycięża, bowiem zawsze to, co zwycięża jest prawdą.
Gabriel Laub

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Gotowi na III wojnę. Brygada Świętokrzyska – sojusznik czy niewygodny intruz

Drukuj PDF
Spis treści
Gotowi na III wojnę. Brygada Świętokrzyska – sojusznik czy niewygodny intruz
Grupa Operacyjna „Zachód”
Od Kompanii Wartowniczych do Korpusu NSZ
Gry wywiadów
Żadne trudności nie mogą nas złamać
Rozkazy specjalne – wola przetrwania
Zapomniane wojsko
Nowe formy na nowe czasy
Powrót do kraju jest bliski
Brygada Świętokrzyska w Hiszpanii?
Koniec epopei
Bibliografia
Przypisy
Wszystkie strony

Tags: Białe plamy | Dzieje narodowe

Napięcie rosło. W roku 1947 Europa zaczęła wchodzić w okres tzw. zimnej wojny, a wielu spodziewało się, że ten bezkrwawy konflikt przerodzi się w kolejną, III wojnę światową. Pogląd ten podzielała również US Army, która w ideowej i prężnie rozwijającej się organizacji z Polski, upatrywała potencjalnego sojusznika w przyszłej, światowej batalii. NSZ były o tyle atrakcyjne, że posiadały w kraju niezdekonspirowane struktury, a nade wszystko potrafiły do tych struktur dotrzeć.


 



Zwycięża ten, kto przetrzyma ostatnią sekundę walki
i nie załamie się.
Ferdinand Foch

 

 

Grupa Operacyjna „Zachód”

Brygada Świętokrzyska była wielką jednostką partyzancką podporządkowaną Narodowym Siłom Zbrojnym (NSZ). Powstała 11 sierpnia 1944 roku na Kielecczyźnie, u stóp Gór Świętokrzyskich, z rozkazu Rady Politycznej NSZ, faktycznie kierowanej przez tajną Organizację Polską (OP).[2]

Według planów OP Brygada Świętokrzyska miała stać się częścią składową Grupy Operacyjnej "Zachód", która, z chwilą załamania się frontu niemieckiego, miała własnymi siłami zająć dawne ziemie piastowskie po Odrę i Nysę Łużycką łącząc się tym samym ze zwycięskimi aliantami zachodnimi. Plan ten noszący kryptonim „Z” zakładał powodzenie w wypadku, gdy alianci zachodni zajmą całe Niemcy łącznie z Berlinem przy jednoczesnej stagnacji na froncie wschodnim.[3]

Rachuby Kierownictwa NSZ i OP co do finału II Wojny Światowej okazały się błędne. Alianci zachodni już pod koniec roku 1943 w wyniku konferencji w Teheranie podzielili Europę na strefy wpływów przyznając ZSRR całą Europę Wschodnią.

Finał II wojny światowej został przypieczętowany, alianci zachodni mieli zatrzymać się na linii rzeki Łaby za którą rozciągała się już strefa operacyjna Armii Czerwonej. Wcielenie w życie planu „Z” a zwłaszcza organizację Grupy Operacyjnej "Zachód" w wielką jednostkę o sile Korpusu pogrzebała ostatecznie akcja militarna Armii Krajowej (AK), która z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej na tereny przedwojennej Polski rozpoczęła powszechne powstanie sił AK przeciwko okupantowi niemieckiemu o kryptonimie „Burza”, co zdezorientowało i sparaliżowało akcję NSZ. Ciosem ostatecznym planów OP okazało się powstanie warszawskie, wywołane przez nieorientujące się w sytuacji frontowej czynniki AK, uwięziło w oblężonej stolicy nie tylko około miliona cywili, ale również kilka tysięcy zawodowych żołnierzy NSZ, wyszkolonych do warunków partyzanckich podchorążych mających stanowić elitę i główny potencjał Grupy Operacyjnej "Zachód".

Alianci zachodni, mimo oficjalności i legalności AK jak i Rządu na Uchodźctwie rezydującego w Londynie, w pełni uznanego przez aliantów i mimo że Polskie Siły Zbrojne, w skład których wchodziła również AK, były częścią składową wojsk sojuszniczych nie poinformowali żadnego z polskich czynników o postanowieniach Konferencji w Teheranie, zachowując w głębokiej tajemnicy fakt podziału Europy pomiędzy zwycięskie Mocarstwa do których Polska się nie zaliczała. Dlatego też wkład militarny AK w ostatecznej rozgrywce II Wojny Światowej, czyli akcja „Burza”, a zwłaszcza powstanie warszawskie okazały się militarną i strategiczną klęską a nade wszystko kompromitującym i dyskwalifikującym na arenie międzynarodowej błędem, który, oderwany od rzeczywistości i elementarnych zasad sztuki wojennej, nie miał najmniejszego znaczenia na wpływ i przebieg wojny.

Wszystkie powyższe czynniki sprawiły, że z chwilą powołania do życia przez Radę Polityczną NSZ Grupy Operacyjnej Zachód ta ostatnia liczyła sobie jedynie około 800 partyzantów, z których zorganizowano Brygadę Świętokrzyską. W okresie od 11 sierpnia 1944 do 13 stycznia 1945 roku Brygada NSZ operowała na Kielecczyźnie walcząc zarówno z okupantem niemieckim, jak i z partyzantką komunistyczną spod znaku Armii Ludowej (AL), złożoną przeważnie z band rabunkowych pod wodzą agentów NKWD i sowieckich skoczków spadochronowych. W tym samym czasie EneSZetowcy przeprowadzali ćwiczenia polowe przygotowując się do marszu na zachód.

13 stycznia 1944 roku ruszył nagle front sowiecki znad Wisły. Rozpoczęła się ofensywa zimowa Armii Czerwonej. Zaskoczenie Kierownictwa NSZ, oczekującego ofensywy sowieckiej najwcześniej wiosną, było absolutne. Kolejny raz plany OP zostały pokrzyżowane. Powagę sytuacji ilustruje treść rozkazu Kierownictwa NSZ dostarczony rankiem 13 stycznia 1945 roku dowódcy Brygady Świętokrzyskiej, płk Szackiemu „Bohunowi”: "Żadnej pomocy nie możemy dać. Cofać się na zachód w myśl ustnych rozkazów na własną rękę".[4] W tak dramatycznej sytuacji, w obliczu faktów dokonanych, Brygada Świętokrzyska rozpoczęła swój marsz ku wolności. W chwili wymarszu jednostka liczyła około 800 ludzi.[5]

Plan „Z” w pierwotnej formie zakładający zajęcie dawnych ziem piastowskich ze Szczecinem, Wrocławiem i Opolem przez uderzenie wielkich Grup Operacyjnych NSZ został drastycznie ograniczony do ewakuacji, a tym samym uratowania przed sowieckim najeźdźcą 800 młodych istnień – żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej. Marsz, który rozpoczął się 13 stycznia w okolicach Miechowa w środkowej Polsce zakończył się ostatecznie 6 maja w miejscowości Veskary w Czechach po przebyciu ponad 300 km.

Symbolicznym zakończeniem marszu było spotkanie czołówek Brygady z amerykańskim patrolem. Brygada nawiązała kontakt z amerykańską 2. dywizją piechoty już 30 kwietnia za sprawą specjalnie wysłanego w tym celu patrolu oraz za pomocą łączności radiowej. Kontakt ten zaowocował podjęciem przez Brygadę Świętokrzyską działań ofensywnych przeciwko Niemcom. Pamiętać należy, że w tym czasie stan Brygady wynosił około 1250 dobrze uzbrojonych żołnierzy znajdujących się na tyłach wojsk niemieckich, stanowiąc tym samym poważne zagrożenie dla tych ostatnich. Tymi siłami obsadzono zbrojnie szosę prowadzącą do Pilzna na odcinku Holysov-Stankov.

5 maja Brygada uderzyła na obóz koncentracyjny kobiet pod Holiszowem uwalniając około 700 więźniarek, a między innymi 400 Francuzek i 167 Polek, biorąc do niewoli około 200 SS-manów i 15 strażniczek. Następnego dnia, 6 maja, po spotkaniu z amerykańską 2. dywizją piechoty przeprowadzono wspólnie działania, które doprowadziły do wzięcia do niewoli sztabu niemieckiej 13. Armii. 7 maja Brygada u boku Amerykanów zakończyła działania zbrojne w pełni uznana za jednostkę aliancką.[6]

Przez następne miesiące, do lipca 1945 roku, związek taktyczny NSZ stacjonował na terenie Czech, stanowiąc nie formalnie, ale faktycznie część amerykańskich sił okupacyjnych. W tym okresie dowództwo Brygady usilnie starało się o uznanie ich jednostki jako części składowej II Korpusu Polskiego, a tym samym przesunięcia całej Brygady do Włoch, miejsca stacjonowania Korpusu gen. Andersa.

Nadzieje te skutecznie podsyciła wizyta ppłk. Mazurkiewicza, polskiego oficera łącznikowego, który po odebraniu defilady w dniu 14 maja wygłosił do żołnierzy Brygady przemówienie następującej treści:

"Jestem dumny, że mnie pierwszemu przypada w udziale powitać Wasz oddział. (…) Jesteście jedynym oddziałem, któremu udało się przejść przez wszystkie trudy i znoje życia żołnierskiego i to z bronią w ręku. (…) Przybyłem po to, aby żołnierzom uwolnionym z okupacji niemieckiej przywracać prawa żołnierza. Wam tych praw nie potrzeba przywracać, albowiem prawa te zdobyliście sobie w walce i trudach żołnierza. Byliście i jesteście żołnierzami polskimi, a czyny Wasze przejdą do historii. Dlatego nie żegnam się z wami, tylko mówię Wam chwilowo – do widzenia".[7]

W kilka dni po wizycie ppłk Mazurkiewicza przyjechał do Brygady ppłk Szymański, główny oficer łącznikowy amerykański, przydzielony do armii polskiej, wraz z oficerem polskim ppor. Tyszkiewiczem ze sztabu gen. Eisenhowera, z oświadczeniem, że Brygada zostanie przewieziona jako oddział aliancki do Bawarii, a następnie do II Korpusu we Włoszech. Jednak po paru dniach odjazd Brygady został odwołany bez podania przyczyny a interwencje oficerów Brygady w sztabie naczelnego dowództwa alianckiego w tej sprawie nie przyniosły rezultatów.

Jedynie po osobistych zabiegach dowódcy Brygady, płk Szackiego, jednostka polska została przesunięta z obecnego miejsca stacjonowania w rejonie Veskary-Holiszów do rejonu Boehmerwald w Sudetach około 60 km na zachód od Pilzna. Tym samym Brygada NSZ została odsunięta od niebezpiecznej amerykańsko-sowieckiej linii demarkacyjnej i zakwaterowana w pięciu wioskach zamieszkałych przeważnie przez Niemców sudeckich. Brygada nadal pełniła faktycznie funkcję wojsk okupacyjnych będąc podporządkowana V Korpusowi amerykańskiemu gen. Hermana bez jasnych i konkretnych decyzji w sprawie  przyszłości.

W takich okolicznościach Brygadę odwiedził lewicowy publicysta Stefan Litauer, który pod przybranym nazwiskiem, Lityński, zdobył zaufanie ppłk. Marcinkowskiego pseudonim „Jaxa”, czołowej postaci w Brygadzie Świętokrzyskiej, i w wyniku rozmów z nim napisał oszczerczy artykuł pod wymownym tytułem Polscy faszyści rządzą pięciu czeskimi wsiami który ukazał się w poczytnym londyńskim piśmie „New Chronicle” noszący datę 30 lipca 1945 roku.  W ten sposób fakt przebywania dużej jednostki NSZ w Czechach stał się znany na całym świecie, przynosząc natychmiastowe skutki.

W pierwszych dniach sierpnia Brygada otrzymała rozkaz z naczelnego dowództwa sił alianckich zdania broni i przewiezienia do Coburga w Niemczech. Rozkaz został wykonany 6 sierpnia 1945 roku. W celu powstrzymania całkowitej demilitaryzacji jednostki NSZ do akcji dyplomatycznej wkroczyło dowództwo Brygady z płk. Dąbrowskim[8], mjr. Żochowskim i kpt. Iłłakowiczem na czele. W wyniku rozmów przedstawicieli Brygady z dowództwem 3. Armii Amerykańskiej, której podlegała jednostka NSZ, ustalono że Brygada jako całość zostanie zaangażowana w tworzenie Kompanii Wartowniczych, paramilitarnych formacji pomocniczych przy Armii Amerykańskiej.

Do całej akcji przychylnie odniosło się dowództwo II Korpusy Polskiego. Gen. Anders uważał bowiem, że kompanie wartownicze mogą stać się zakamuflowaną rezerwą na wypadek ewentualnej rozbudowy w przyszłości polskich jednostek czysto wojskowych. Z drugiej strony przedstawiciele OP, licznie przebywający w Brygadzie i sprawujący nad nią faktyczny nadzór, w sposób mocno ukryty torpedowali konsekwentne podporządkowanie się jednostki II Korpusowi we Włoszech, mając świadomość tego, że zrealizowanie tego planu oznaczałoby wyeliminowanie ich wpływów na Brygadę i w konsekwencji przekreśliło niezależność oddziałów NSZ na Zachodzie.

Oferta amerykanów była dla środowiska OP idealnym rozwiązaniem. Zachowując całość organizacyjną i względną niezależność Brygada mogła rozwinąć działalność na rzecz konspiracji NSZ w kraju będąc jednocześnie podległa Armii Amerykańskiej, a więc poza faktycznym zasięgiem II Korpusu a tym bardziej Polski Lubelskiej. Brygada Świętokrzyska zaczynała nowy okres swojej działalności.



Od Kompanii Wartowniczych do Korpusu NSZ

Płk Dąbrowskiki w piśmie do gen. Andersa z 28 września 1946 roku przedstawił następujący stan Brygady: Sztab Brygady złożony z 17 oficerów i 28 podoficerów i szeregowych oraz 6 kompani kompletnie zorganizowanych i wyposażonych rozlokowanych w okolicach Monachium i Norymbergii. Łącznie około 1800 oficerów, podoficerów i szeregowych. Oprócz tego nadwyżki żołnierzy zostały umieszczone w Ośrodku Zapasowym, z którego w najbliższym czasie będą tworzone kolejne kompanie.[9]

Kompanie początkowo otrzymały numerację od nr 4000 do 4005. Dodać należy, że przy Brygadzie znajdowało się kilkaset kobiet, w większości uwolnionych z obozu w Holiszowie, które w najbliższym czasie zostały zorganizowane w Obóz Polek przy Grupie Operacyjnej Zachód NSZ – taką bowiem oficjalną nazwę nosiła wciąż rozrastająca się Brygada Świętokrzyska.

Amerykanie w dość swobodny sposób podchodzili do tworzących się Kompanii Wartowniczych. Początkowo powstawały one spontanicznie, tworzone przez poszczególnych dowódców amerykańskich, od szczebla dywizji wzwyż. Powodowało to, że nie istniało centralne, jednolite dowództwo ani struktura organizacyjna. Nie istniały żadne regulaminy, normy czy przepisy dotyczące powstających jednostek pomocniczych. Sprawy techniczne i wyszkolenia pozostawiano w rękach polskiej kadry oficerskiej. Amerykanie ograniczali się jedynie do ogólnego nadzoru i wyznaczania jednostkom konkretnych zadań. 

Wszystko organizowane było ad hoc.  Panowała atmosfera pełnej improwizacji i względnej dowolności. Sytuację tą w pełni wyzyskało dowództwo Brygady i jej polityczni zwierzchnicy z OP. Przede wszystkim rozbudowano stan osobowy brygady.  Spontaniczny werbunek z pozornym chaosem i improwizacją, dowództwo Brygady, ujęło w karby organizacyjne.

Z chwilą zakończenia II wojny światowej otworzyły się ogromne możliwości werbunku. Wielkie, wielotysięczne masy Polaków uwolnionych z obozów pracy, koncentracyjnych, jenieckich przemierzały powojenne Niemcy w poszukiwaniu zorganizowanych Polskich Ośrodków. Amerykanie cały ten ludzki potencjał skierowywali do ośrodków tworzenia się Kompanii Wartowniczych. Wśród potencjalnych wartowników niewielu było eNeSZtetowców, przeważali „wrześniowi” żołnierze i AK-owcy. Dowództwo Brygady stanęło w obliczu nowego problemu. Nagły rozrost Kompanii Wartowniczych, w których odsetek eNeSZetowców stale malał mógł w konsekwencji zatrzeć „brygadowy”, „eNeSZetowski” charakter jednostek, a tym samym zaplecze polityczne z OP utraciłoby kontrolę nad nimi. Dlatego też wyznaczono doświadczonych oficerów NSZ, których zadaniem było wyszukiwanie wśród polskich powojennych rozbitków w Niemczech żołnierzy NSZ, których w pierwszej kolejności werbowano i wcielano do Kompanii Wartowniczych.  Dla brytyjskiej strefy okupacyjnej był to ppłk Tadeusz Boguszewski, były szef Oddziału III Operacyjno-Wyszkoleniowego przy Komendzie Głównej NSZ, a dla strefy amerykańskiej mjr Mikołaj Kozłowski, były komendant okręgu NSZ Warszawa-miasto. W ten sposób, w pierwszym okresie, powstawały przede wszystkim Kompanie czysto eNeSZetowskie, a ochotników niezwiązanych z NSZ skierowywano do, mniej eksponowanych, Ośrodków Zapasowych.

Rozbudowano Sztab Brygady, do którego wcielano wciąż napływających doświadczonych oficerów NSZ, jak gen. Zygmunt Broniewski, były Główny Komendant NSZ, który ściągnięty przez OP konspiracyjną drogą z kraju, objął wkrótce, po płk Szackim, Komendę nad całością Kompanii Wartowniczych. W ten sposób rozbudowany Sztab Brygady stał się czysto eNeSZetowskim, kadrowym tworem, który, w momencie ziszczenia się optymistycznych planów OP, miał zdolność personalnego obsadzenia „bawarskiego” Korpusu NSZ, bowiem w planach rozbudowy „swoich” formacji, działacze OP zamierzali stworzyć na bazie istniejących już Ośrodków Kompanii Wartowniczych trzy brygady, w Monachium, Norymberdze i Regensburgu a w konsekwencji połączenie ich w „bawarski” Korpus NSZ.

Pozornie oderwane od rzeczywistości plany OP, patrząc na wciąż niesłabnący napływ nowych ochotników, miały szanse powodzenia. Już bowiem w pierwszych dniach listopada 1945 roku istniało 20 kompanii każda po 258 ludzi co daje liczbę 5160 wartowników, a na Boże Narodzenie było ich już ponad 8 000 zorganizowanych w 30 kompaniach.[10] Tak nagły wzrost liczby ochotników, nad którymi pełne dowództwo sprawowali „brygadowi” oficerowie mogło wzbudzać wśród tych ostatnich optymistyczne plany na przyszłość.

Nie mając początkowo konkretnych dyrektyw z dowództwa amerykańskiego dotyczących umundurowania wartowników, dowództwo brygady i w tej kwestii miało pełną swobodę działania. Dlatego też umundurowanie wartownika niczym nie różniło się od munduru żołnierza Polskich Sił Zbrojnych. Zachowano dystynkcje i awanse z czasów NSZ a w celu podkreślenia swoistej wyjątkowości i rodowodu NSZ, wartownicy na lewym ramieniu nosili naszywkę z jaszczurką, symbolem Związku Jaszczurczego, protoplasty NSZ. Dopiero w późniejszym okresie wprowadzono jednolite, granatowe uniformy, na których nie było dystynkcji i był zakaz noszenia innych znaków, co niepokorni wartownicy przez długi czas skutecznie ignorowali.

W obozach ćwiczebnych, obok musztry i zasad służby wartowniczej, obejmujących całość ćwiczeń służb pomocniczych, polscy wartownicy odbywali kompleksowe ćwiczenia polowe, podtrzymując tym samym bojową postawę bliższą regularnemu wojsku, a nie jednostkom wartowniczym. Faktycznie, Polacy traktowali Kompanie Wartownicze jako cześć Polskich Sił Zbrojnych, a siebie jako jej pełnoprawnych żołnierzy, zarówno amerykanie, jak i gen. Anders początkowo utwierdzali ich w tym przekonaniu.

Obok zewnętrznej formacji zadbano również o formację wewnętrzną. W ramach kompanii wartowniczych specjalną uwagę poświęcano zajęciom oświatowym i kulturalnym. Uczono języka angielskiego, uruchamiano specjalistyczne kursy. W oddziałach wartowniczych regularną działalność polityczną prowadzili przedstawiciele środowiska narodowego wywodzącego się z przedwojennego Obozu Narodowo Radykalnego. Starano się też oddziaływać na polskich emigrantów: prowadzono polityczną agitację w duchu ONR, propagowano hasła walki o prawdziwie wolną i niepodległą Polskę, o Polskę Wielką, Narodowo-Katolicką. Rekrutowano także młodych ludzi, nie związanych wcześniej z NSZ czy ideologią narodową, do tworzonych pod szyldem jaszczurki brygadowych struktur politycznych.


Gry wywiadów

Wszystko to odbywało się pod nosem Amerykanów, którzy tolerowali ten stan rzeczy, a nawet przymykali oko na fakt, że przy ich boku prężnie rozwijają się struktury zarówno wojskowe, jak i polityczne Polskiej organizacji narodowej, mającej własne cele i aspiracje. Utrzymywanie przez US Army swoistego najemnego wojska było podyktowane napiętą sytuacją geopolityczną, jaka wytworzyła się tuż po zakończeniu II Wojny Światowej.

Dopóki istniał wspólny wróg – nazistowskie Niemcy, alianci zachodni kokietowali  i zgadzali się na wszelkie ustępstwa w stosunku do swojego wschodniego sojusznika, Rosji Sowieckiej na której barkach spoczywał główny wysiłek wojenny.  Jednak z chwilą zakończenia działań wojennych, koalicja antyhitlerowska zaczęła trząść się w posadach. Pozorna stabilizacja, jaka zapanowała w Europie tuż po wojnie, faktycznie miała na celu przechytrzenie przeciwnika jakimi stali się nieoficjalnie alianci zachodni i Związek Sowiecki. Z początkiem roku 1946 zaczął rysować się wyraźny podział na Europę zachodnią, cieszącą się swobodami demokratycznymi, na straży których stały mocarstwa zachodnie czyli USA, Wielka Brytania i Francja, oraz na Europę Wschodnią, nad którą, w sposób totalitarny, niepodzielną władzę zaczęli sprawować rodzimi komuniści z nadania Związku Sowieckiego.

Napięcie rosło. W roku 1947 Europa zaczęła wchodzić w okres tzw. zimnej wojny, a wielu spodziewało się, że ten bezkrwawy konflikt przerodzi się w kolejną, III wojnę światową. Pogląd ten podzielała również US Army, która w ideowej i prężnie rozwijającej się organizacji z Polski, upatrywała potencjalnego sojusznika w przyszłej, światowej batalii. NSZ były o tyle atrakcyjne, że posiadały w kraju niezdekonspirowane struktury, a nade wszystko potrafiły do tych struktur dotrzeć.

Mowa tu o tzw. „Drodze Konrada”, szlaku kurierskim przetartym przez Jerzego Kozarzewskiego ps. „Konrad” w czerwcu 1945 roku. Szlak ten składał się z sieci skrzynek kontaktowych i lokali konspiracyjnych, który od Regensburga, poprzez Pragę Czeską, Pilzno prowadził do Katowic.  Skrzynki kontaktowe zostały zainstalowane jeszcze przez Brygadę Świętokrzyską w czasie jej marszu na zachód i od tego czasu oczekiwały one na pierwszych kurierów.

Amerykanie postanowili atuty NSZ wykorzystać do celów wywiadowczych.  Konspiracja NSZ w kraju miała zostać nastawiona na działalność wywiadowczą, której wyniki, przez „drogę Konrada”, miały trafiać do centrali w Regensburgu, a stamtąd do amerykańskiego wywiadu. Centralę łączności z krajem czyli ekspozyturę wywiadu utworzono w Regensburgu w Bawarii. Był to również główny ośrodek emigracji członków OP, którzy nadzorowali pracę wywiadu. Szefem ekspozytury został Otmar Wawrzkowicz, członek najwyższego poziomu OP, szef II Oddziału czyli wywiadu w Brygadzie Świętokrzyskiej, a więc osoba jak najbardziej odpowiednia. To jemu osobiście podlegała ścisła współpraca z Counter Intelligence Corps (CIC) czyli kontrwywiadem USA, która na dobre rozpoczęła się z początkiem 1946 roku.[11]

W kraju, odpowiednikiem Wawrzkowicza, został Antoni Szperlich, również członek najwyższego stopnia wtajemniczenia w OP. To on miał segregować i opracowywać materiały wywiadowcze, które, drogą kurierską, wysyłano za granicę. Na krajowym zebraniu członków OP, które odbyło się w kwietniu 1946 roku zdecydowano, że zbieraniem informacji wywiadowczych zajmie się cała sieć aktywnych członków organizacji.[12] Na kolejnym zebraniu z 20 czerwca 1946 roku, kurier Wawrzkowicza, mjr Jan Kamieński przekazał Stanisławowi Kasznicy, ostatniemu Komendantowi NSZ, pięciostronicową instrukcję i przykładowy raport wywiadowczy.

Instrukcja zawierała dziesięć punktów omawiających zespoły zagadnień, którym poświęcone mają być raporty. Zagadnienia te dotyczyły przede wszystkim stosunków między Polską a Rosją, dyslokacji jednostek Armii Czerwonej, NKWD i NKGB w kraju, obsady wyższych stanowisk w Wojsku Polskim a także polskich władz bezpieczeństwa, metod stosowanych w śledztwie, rozmiarów aresztowań i represji. Kolejne punkty dotyczyły informacji na temat krajowego podziemia, jego złożoności, programów a także gospodarki z naciskiem na uzależnienie do Rosji. Były to więc informacje wybitnie wywiadowcze.[13]

Z tych samych powodów co amerykanie, współpracą z NSZ był zainteresowany II Korpus Polski, którego wywiad nie posiadał początkowo własnego szlaku kurierskiego do kraju i korzystał z „drogi Konrada” a centrala w Regensburgu była jednocześnie oddziałem wywiadu wojskowego II Korpusu na czele z Otmarem Wawrzkowiczem, który wkrótce stał się również agentem amerykańskich służb kontrwywiadowczych CIC.

Z rozwiniętej siatki wywiadowczej OP korzystały również kolejne, powojenne wcielenia AK a mianowicie Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj a w szczególności Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (WiN). Ta ostatnia formacja otrzymując od swojego zwierzchnika, czyli Polskiego Rządu w Londynie, zadania wywiadowcze, nie posiadając początkowo własnych, wypracowanych metod wywiadowczych, w całości oparła się w tej materii na OP. Z czasem, po rozbiciu zorganizowanych struktur OP przez Urząd Bezpieczeństwa (UB) począwszy od końca 1945, pozostali działacze zasilili brygady wywiadowcze WiN, oddając im niepomierne usługi.

Działacze OP w kraju wykonywali więc zadania wywiadowcze dla trzech ośrodków, amerykańskiego CIC, polskiego II oddziału we Włoszech oraz dla emigracyjnego Rządu Londyńskiego, otrzymując z tych źródeł pieniądze na działalność bieżącą organizacji, przy czym Wawrzkowicz zataił przed krajowymi strukturami OP, a tym samym przed nominalnymi zwierzchnikami, swoją współpracę z amerykańskim kontrwywiadem obawiając się zarzutów o płatną agenturalność na rzecz obcego państwa.

Z kolei praca wywiadowcza na rzecz Polskiego Rządu w Londynie była traktowana przez OP jako obowiązek i przedłużenie walki o niepodległość. Działacze OP, wbrew obiegowym opiniom, zachowali się lojalnie w stosunku do władz emigracyjnych uważając Rząd w Londynie za prawowity i oddając na jego usługi bezinteresownie cały, wypracowany przez lata, potencjał organizacyjny. Gra wywiadowcza prowadzona przez Wawrzkowicza, zapewniająca Ośrodkowi OP w Regensburgu ciągłość, zaczęła z końcem roku 1945 przyjmować niekorzystny bieg.

Pod koniec października został przez UB rozbity Okręg Śląski NSZ, obsługujący „Drogę Konrada”, w konsekwencji czego już w listopadzie 1945 roku został aresztowany sam „Konrad”, Jerzy Kozarzewski a z nim inni kurierzy, co spowodowało rozpad drogi łącznościowo-przerzutowej z Polski do Regensburga, głównego atutu OP w rozgrywce wywiadów. Dodatkowo zarówno WiN jak i II Oddział Korpusu Polskiego we Włoszech zorganizowali własne siatki wywiadowcze w kraju, jak i drogi przerzutowe, tak że uprzywilejowana rola OP w rozgrywkach wywiadowczych została zmarginalizowana. Jednak jeszcze do końca roku 1946, dzięki osobistemu poświęceniu i energii, krajowi działacze OP przesyłali do Regensburga raporty wywiadowcze.


Żadne trudności nie mogą nas złamać

Tymczasem Amerykanie dążyli przede wszystkim do stabilizacji i zachowania status quo w powojennej Europie, a tym samym nawiązania poprawnych kontaktów z Moskwą i likwidacji wszystkiego, co stało na przeszkodzie do osiągnięcia tych celów. Wybitnie antykomunistyczne i bojowe środowisko Brygady Świętokrzyskiej z sojusznika zamieniło się nagle w niewygodnego intruza, co konsekwencje szybko i drastycznie odczuło.

19 stycznia 1946 roku, przyszedł pierwszy cios. Tego dnia Amerykanie zabronili używania nazwy „Brygada Świętokrzyska”. Znika ona z oficjalnych dokumentów, a na jej miejsce pojawia się nowa nazwa – I Grupa Kompanii Wartowniczych. Dotychczasowe bataliony Brygady zostają zamienione na Ośrodki Kompanii Wartowniczych. Ograniczono kompetencje dowództwa Brygady, które pod nową nazwą, Komendy Obozu Uzupełnień, sprowadzały się jedynie do werbunku i szkolenia wartowników w miarę potrzeb władz okupacyjnych.[14] Zakazano nawet używania w rozkazach i korespondencji określenia „żołnierz”, a także nakazano usunięcie orzełków, wszelkich naszywek oraz oznak stopni wojskowych z mundurów, które przyjęły jednolity krój amerykański w kolorze granatowym.

Wszystkie te rygorystyczne ograniczenia, narzucone Brygadzie miały na celu całkowite zatarcie jej wojskowego charakteru. Mimo tak drakońskich ograniczeń, duch żołnierski panujący wśród „brygadowców” nie został złamany. Duża w tym zasługa dowódcy Brygady, płk Dąbrowskiego, który swoimi odezwami skutecznie podnosił morale swoich podkomendnych. 16 lutego 1946 roku, w dniu wydania zakazu używania określenia „żołnierz” w stosunku do Polaków z Kompanii Wartowniczych, płk Dąbrowski wydał rozkaz specjalny, który w formie apelu został odczytany we wszystkich Ośrodkach Kompanii Wartowniczych:

„Wierzę, że te zarządzenia nie obniżą naszej wartości wojskowej. Odwrotnie, z pełną świadomością włożonych na nas obowiązków wszyscy dowódcy i żołnierze dołożą starań, aby pod względem dyscypliny, zwartości i pełnienia służby osiągną jak najwyższy poziom. Żadne trudności nie mogą nas złamać. Śmiało i odważnie musimy kroczyć do wskazanego nam celu. W ciężkich chwilach walki zawsze szczerze zwracałem się do Waszych żołnierskich serc. Czynię to dzisiaj z głębokim przekonaniem, że mężnie przetrwacie okres próby i wykażecie swoje walory żołnierza polskiego. Pracujcie dalej, wytwarzając niezmienne wartości charakteru i silnej woli w atmosferze koleżeństwa i pełnego zrozumienia swego posłannictwa wobec Państwa i Narodu.”[15]

Płk Dąbrowski nie pozostawił swoich podkomendnych w trudnej sytuacji, w pełni się z nimi utożsamiając, bo i jego osobiście dotknęły drastyczne ograniczenia. Amerykanie przejęli większość jego uprawień dyscyplinarnych, między innymi likwidując Wojskowy Sąd Okręgowy przy Brygadzie, w którym płk Dąbrowski pełnił funkcję przewodniczącego, a także odebrano mu uprawienia awansowe.

Ostatecznie, w wyniku nacisków zarówno strony amerykańskiej jak i Rządu Warszawskiego, które przyjęły formę prawdziwej nagonki, dowódca Brygady w dniu 18 marca 1946 roku poinformował swoich podkomendnych, że udaje się „na urlop wypoczynkowy” wyznaczając na swojego zastępcę płk Zygmunta Broniewskiego, przedostatniego Komendanta Głównego NSZ. Jednocześnie dowództwo US Army uznało, że groźba wybuchu III wojny światowej jest nie realna, a sytuacja geopolityczna w Europie ulega stabilizacji, w związku z czym postanowiło zredukować swoje siły okupacyjne w Niemczech.

Między innymi rozpoczął się proces likwidacji 3. Armii, której jednostki powoli, ale konsekwentnie zaczęto odsyłać do USA. To przy tej Armii istniała I Grupa Kompanii Wartowniczych, co pociągnęło poważne konsekwencje zwiastujące nieuchronny koniec dziejów Brygady. 29 kwietnia 1946 roku Amerykanie poinformowali stronę polską, że Ośrodek w Erlangen, po zakończeniu szkolenia zostanie zlikwidowany. 17 czerwca 1946 r. zlikwidowano Ośrodek Szkoleniowy w Furstenfeldbruck. Wszystkie pozostałe Ośrodki, jak i nadwyżki, zostały przekierowane pod zwierzchnictwo 7. Armii USA, przy której przetrwały Kompanie Wartownicze nie związane jednak z eNeSZetowskim etosem. Moment ten można uznać za ostateczny kres jednolitego dowództwa Brygady Świętokrzyskiej.[16]


Rozkazy specjalne – wola przetrwania

Jednak zintegrowane i zżyte ze sobą środowisko żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej przetrwało w zorganizowanej formie. Było zbyt wyraźne pod względem ideowym i formacyjnym, żeby rozmyć się wśród Kompanii Wartowniczych istniejących przy 7. Armii, nieposiadających tych przymiotów, ani barwnej historii z wyraźnym, jednoznacznym rodowodem. Również płk Dąbrowski nie opuścił swoich żołnierzy. Mieszkając w Monachium, a więc w bezpośrednim sąsiedztwie Ośrodków Szkoleniowych aż do marca 1948 roku wydawał, odczytywane wśród Kompanii Wartowniczych, rozkazy specjalne, które mając moralne i symboliczne znaczenie, stanowiły dla jego byłych podkomendnych widomy znak, że ich dowódca nadal nad nimi czuwa, a oni sami muszą wytrwać i przetrwać w zorganizowanej formie będąc kiedyś potrzebni Polsce.

Początkowo rozkazy specjalne były wydawane w formie odezwy do żołnierzy i podpisywane jedynie A. Dąbrowski płk. Jednak od 11 listopada 1946 roku rozkazy te otrzymały bardziej urzędową formę, zawierającą datację, numerację, miejsce postoju a przede wszystkim nagłówek, który stwierdzał „Dowódca Brygady Świętokrzyskiej – A. Dąbrowski”.

Również jako miejsce postoju była podawana Brygada Świętokrzyska. Mimo że nazwa Brygada Świętokrzyska prawnie i formalnie przestała istnieć już na początku 1946 roku, to jeszcze do końca 1948 tym mianem posługiwali się jej byli żołnierze z dowódcą na czele, który, jak wynika z rozkazów specjalnych, nadal uważał się ja jej dowódcę a jednocześnie odpowiedzialnym za podkomendnych.

Rozkazy specjalne ukazywały się dość rzadko. Głównie z okazji świąt religijnych bądź państwowych, a więc w czasie, gdy żołnierzy ogarniała największa tęsknota za Ojczyzną i refleksja nad losem własnym i utraconej państwowości. Wówczas żołnierze ci otrzymywali od swojego dowódcy słowa otuchy i pocieszenia. Rozkazy specjalne zawsze przyjmowały formę osobistych, emocjonalnych apeli. Nigdy nie były protekcjonalne. Zawsze zaczynały się od nagłówka „Kochani żołnierze!”, a kończyły przeważnie gorącymi życzeniami i wiarą w przetrwanie.  W ten sposób pisze ojciec do syna, taki był też stosunek dowódcy do swoich żołnierzy i odwrotnie, żołnierzy do swojego ukochanego dowódcy i opiekuna. Tak rodziła się i rozwijała osobliwa więź między żołnierzami-tułaczami, tworzącymi na obczyźnie wspólnotę, nieistniejącą formalnie jednostkę wojskową, Brygadę Świętokrzyską. Rozkazy specjalne były również odbiciem nastrojów, jakie panowały wśród „brygadowej” emigracji. Ukazywały ich oczekiwania, które zmieniały się wraz z sytuacją międzynarodową, a nade wszystko rozkazy specjalne ilustrowały ogromną wolę przetrwania żołnierzy z pod znaku NSZ i wiarę w ostateczne zwycięstwo swoich ideałów.
"Wschodni okupant swoimi metodami stara się złamać ducha oporu wśród naszych rodaków w kraju. Naród polski instynktownie wyczuwa niebezpieczeństwo i dlatego przeciwstawia się wszelkim próbom pogwałcenia i uszczuplenia suwerenności, niepodległości i praw należnych naszemu państwu. Taki stan, jaki obecnie istnieje w stosunkach międzynarodowych, trwać długo nie może i sprawiedliwość na pewno zwycięży. Polska wojny jeszcze nie skończyła i będzie prowadzić ją tak długo, aż wywalczy sobie prawdziwą wolność i niepodległość!

Kochani Żołnierze! Los wyprowadził nas poza granice kraju. Rok tułaczki na obczyźnie wzmocnił nasze charaktery. Rozumiemy wszyscy, że w tej walce naszych rodaków z najeźdźcą zabraknąć nas nie może. Jesteśmy natchnieniem i nadzieją dla cierpiących w kraju naszych braci. Musimy dołożyć wszelkich starań, aby w pracy nad sobą, w atmosferze wzajemnego zaufania, być godnymi spadkobiercami naszych dziadów i ojców, którzy stawiali honor i dobro ojczyzn wyżej niż własne osobiste cele. (…) Naród czeka na powrót najlepszych swych synów-tułaczy, którzy nigdy nie zgodzą się na to, ażeby być sługami obcego państwa! Stać nas na to, aby pracować w Ojczyźnie bez obcej opieki! Wrócimy do kraju jako zwycięzcy, a nie jako zwyciężeni!

Składam Wam moje najserdeczniejsze żołnierskie życzenia, aby Wszechmogący Bóg pozwolił nam wrócić w jak najkrótszym czasie i abyśmy mogli całkowicie oddać siebie pracy w Wolnej, Wielkiej i Niepodległej Polsce!"

Rozkaz specjalny z dn. 18 IV 1946[17]

Płk Dąbrowski przekonywał swoich podwładnych, że obecny stan w jakim się znajdują, jest stanem przejściowym, jest kolejnym etapem ich odysei, która rozpoczęła się na kielecczyźnie 11 sierpnia 1944 roku, a która przybliży ich do ostatecznego zwycięstwa. Dlatego apelował o wytrwanie i wciąż podnoszenie wartości moralnych uzasadniając, że jedynie ich środowisko miało rację i nie popełniło błędów w walce o Polskę.

"W kraju byliśmy zbrojnym ramieniem tej grupy ludzi, którzy jedynie dobrze zrozumieli interes Narodu Polskiego, walcząc z każdym wrogiem, który zagrażał niepodległości i suwerenności Państwa Polskiego. Przeciwstawiliśmy się wszystkim tym, którzy wierzyli, że w oparciu o obcą potęgę mogą uzyskać dla Polski wolność i niepodległość. Widzimy dzisiaj, że wszystkie złudne nadzieje zawiodły. Nas nic nie zaskoczyło. Byliśmy pewni, że idąc drogą interesu wyłącznie polskiego, natrafimy na największe trudności. Ale mamy zadowolenie wewnętrzne, że w swoich przewidywaniach politycznych i wojskowych nie popełniliśmy zasadniczych błędów. Walkami w kraju i przemarszem na zachód chlubnie uzupełniliśmy kartę historii wojska polskiego w okresie wojny. Nowa karta rozpoczęta na emigracji również mieści dorobek, którym możemy się poszczycić. Zorganizowanie kompanii wartowniczych na terenie okupacji amerykańskiej w Niemczech, pozwoliło nam na wciągnięcie w szeregi Brygady dużej ilości młodzieży polskiej, która w tych ramach została zabezpieczona przed korupcją i demoralizacją. Pełniąc służbę wartowniczą pod opieką władz amerykańskich musimy zdawać sobie dobrze sprawę z tego, że jest to stan przejściowy, który da nam możliwość przetrwania do czasu powrotu do Wolnej Wielkiej Niepodległej Polski.

(…) Wierzę w to, że wszyscy żołnierze, którzy służyli kiedykolwiek w Brygadzie Świętokrzyskiej i ci wszyscy, którzy poczuwają się do łączności ideowej z nami, rozumieją czym jest dla nas i dla kraju Brygada Świętokrzyska, swoją postawą moralną, miłością Narodu, poświęceniem się sprawie potrafią wznieść na jeszcze wyższy szczyt dobre imię i sławę swojego ukochanego oddziału. W zrozumieniu jedności, solidarności oddziałowej i idei, która nam przyświeca, jest nasza siła. Tej siły zmarnować nam nie wolno. Odwrotnie, musimy dołożyć starań, aby ją powiększyć dla dobra Naszej Ukochanej Ojczyzny.

Rozkaz specjalny z dn. 3 VIII 1946[18]
(rozkaz wydany z okazji rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej – przy. T.G.)


Zapomniane wojsko

Od pamiętnego, oszczerczego artykułu pióra Litauera z 30 lipca 1945 roku, środowisko Brygady Świętokrzyskiej wciąż było szkalowane i atakowane ze wszystkich stron, tam gdzie lewica podnosiła głowę. Ataki te nasiliły się zwłaszcza od końca 1945 roku i trwały nieustannie przez rok następny. W licznych notach dyplomatycznych, w artykułach w gazetach i czasopismach krajowych, a także w „demokratycznej” prasie angielskiej pojawiały się zmasowane ataki na oddziały „białej gwardii” formowane w amerykańskiej strefie okupacyjnej. Propaganda rządu warszawskiego określała Brygadę Świętokrzyską mianem skupiska szumowin, kolaborantów, volksdeutschów i wszelkiej maści przeciwników demokratycznych zmian zachodzących w Polsce.[19]

Rząd Polski w Londynie, II Korpus we Włoszech jak i władze amerykańskie, którym bezpośrednio podlegała Brygada, nie stanęli zdecydowanie w obronie szkalowanych żołnierzy. Nie demontowali kolejnych propagandowych kłamstw. Zwłaszcza czynniki polskie zachowywały się tak, jakby zapomniały, że jeszcze do niedawna traktowały Brygadę Świętokrzyską jako część Polskich Sił Zbrojnych. Brygada Świętokrzyska stała się „zapomnianym wojskiem”. Pełną świadomość tego miał dowódca jednostki NSZ, czemu dał wyraz pisząc w rozkazie specjalnym z dnia 11 listopada 1946 roku:

(…) Przeżywamy obecnie okres nowych trudności. Czeka nas rozgrywka o kompanie wartownicze z administracją warszawską. W walce tej władze amerykańskie poparcia nam nie udzielą. Nie wątpię, że rozgrywkę tę w końcowym etapie wygramy. Musimy wygrać. Jest to próba naszych sił.(…)"[20]

Niezachwiana wiara w ostateczne zwycięstwo była naprawdę imponująca. Brutalnie doświadczeni przez los żołnierze Brygady Świętokrzyskiej doczekali się na Boże Narodzenie 1946 roku prezentu od swojego dowódcy. Była to Srebrna Odznaka Pamiątkowa „Brygady Świętokrzyskiej”. W ten sposób dowództwo odznaczyło i wyróżniło w wymiarze symbolicznym swoich nieugiętych podkomendnych. Odznaka z numeracją od nr 101 do 2999 przysługiwała wszystkim żołnierzom-partyzantom, którzy byli przyjęci do Brygady Świętokrzyskiej rozkazem w czasie między 11 VIII 1944 do 5 V 1945 lub w tym samym czasie do oddziałów akcji specjalnej „AS-kielecki”. Natomiast numeracja od nr 3001 przysługiwała żołnierzom pełniącym służbę w Polskich Kompaniach Wartowniczych nie mniej niż pół roku, przy czym kandydat musiał posiadać nienaganną opinię przełożonych i czuć się związanym ideowo z Brygadą i jej historią.[21] Odznaka pełniła więc funkcję integrującą żołnierzy. Wszyscy ją noszący czuli się związani ze sobą ideową i historyczną wspólnotą.

Rok 1947 przyniósł naszym bohaterom kolejne perturbacje. Władze amerykańskie w sposób konsekwentny do końca maja przetransportowały całą 3. Armię do USA, tym samym służby pomocnicze istniejące przy niej zostały w większości rozwiązane a pozostałe istniejące przekazano do dyspozycji płk Franciszka Sobolty, przed wojną dowódcy 61. pułku piechoty, piłsudczyka, któremu podlegały Kompanie Wartownicze przy 7. Armii. Tym samym zarówno dowództwo Brygady, jak i przedstawiciele OP utraciło ostatecznie wpływ na jednostki „brygadowe”, które w swej skromnej, mocno okrojonej liczbie, spowodowanej masowymi zwolnieniami, zostały wchłonięte przez inne ośrodki nie związane ideowo z NSZ.

Przedstawiciele OP przebywający w Bawarii, czując się odpowiedzialnymi za ideowe wychowanie żołnierzy z kompanii wartowniczych przejętych przez płk. Soboltę, postanowili najbardziej ideowych z nich na nowo zorganizować w ośrodkach, które zapewnią im niezależność i samodzielność. Pomysł ten poparł płk Dąbrowski, troszczący się zwłaszcza o los tych żołnierzy, których wojskowa amerykańska administracja zwolniła z pełnionych funkcji pomocniczych przy 3. Armii, czyniąc ich bezrobotnymi. Tym czasem pomysł OP mógł im przywrócić nadzieję na lepszą przyszłość i na nowo zorganizować we wspólnocie zapewniającej poczucie bezpieczeństwa i przetrwania.

Kolejny raz płk Dąbrowski w przełomowej, dla środowiska „brygadowego”, chwili był ze swoimi żołnierzami, pisząc do nich w rozkazie specjalnym z 11 sierpnia 1947 roku:

"Zamykamy jeszcze jedną kartę naszej historii na emigracji ze spokojnym sumieniem dobrze spełnionego obowiązku wobec Narodu i Państwa. (…) Ze zrozumieniem powagi sytuacji musimy przyjąć w spokoju i opanowaniu nowe warunki, które będziemy mieli po rozwiązaniu naszego bezpośredniego stosunku z Amerykanami.
Postaramy się wykorzystać wszystkie możliwości, aby urządzić się w większych skupieniach na nowym terenie, pamiętając, że w gromadzie, w dyscyplinie, koleżeństwie i prawdziwym braterstwie będziemy mogli pomimo nawet jeszcze większych trudności, niż mamy je dzisiaj, pokonać wszystkie przeszkody.
(…) formy dalszego naszego trwania na emigracji zostaną na pewno najbliższej przyszłości uregulowane. (…) wierzę, że jeszcze raz dacie dowód swej dużej wartości żołnierskiej w tworzeniu nowych form organizacyjnych zbiorowego współżycia. Propozycje od różnych państw w sprawie zaangażowania nas na pewno nadpłyną. Musimy wybrać najlepszą, które dadzą możność zbiorowego życia".[22]

Kierownictwo OP rozpoczęło intensywne poszukiwania nowych możliwości organizacyjnego przetrwania, zwłaszcza że sami drastycznie tracili wpływ na bawarską emigrację. Z końcem roku 1946 uległ rozkładowi Ośrodek Regensburski. W obliczu całkowitej likwidacji konspiracji NSZ i OP w kraju zakończyła się wywiadowcza rola Regensburskiej Centrali, nieliczni, na własną rękę, podjęli współpracę z amerykańskim kontrwywiadem, pozostali rozjechali się po świecie, szukając nowych perspektyw. Z chwilą likwidacji 3. Armii i Ośrodków szkoleniowych jej podległych, również na tym odcinku zakończyła się rola działaczy OP.

Wiosną 1947 roku, z powodu intryg wymierzonych w jego osobę, stanowisko szefa oficerów łączników przy sztabie wojsk USA, utracił Jerzy Iłłakowicz, ostatni wyższy oficer NSZ i działacz OP.[23] Wszystkie uprawienia, jakie dotychczas posiadali członkowie OP, przejęli oficerowie związani płk Soboltą. Mocno okrojony przetrwał jedynie Ośrodek Monachijski, grupujący głównie oficerów Brygady Świętokrzyskiej, jej żołnierzy, jak i sporą grupę wartowników związanych ideowo z tą formacją.

W sumie kilka tysięcy emigrantów, displaced persons (bezpaństwowców), jak określała ich amerykańska administracja. ideowych antykomunistów, gotowych przetrwać w zorganizowanych skupiskach, które miały im zapewnić w przyszłości powrót do Polski. Duża w tym osobista zasługa płk Dąbrowskiego jak i działaczy OP, których praca ideowo-formacyjna wykształciła prawdziwie polską, ideową i patriotyczną emigrację. Był to kapitał ludzki, którego nie można było zmarnować. Główny atut środowiska OP w przyszłej rozgrywce o Polskę. Dlatego Kierownictwo organizacji, z Jerzym Iłłakowiczem na czele, utworzyło nowe ramy organizacyjne, w których mieli mieścić się „ich” emigranci.


Nowe formy na nowe czasy

1 marca 1948 roku została powołana nowa organizacja, Samopomoc Żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej. Deklaracja ideowa, opracowana przez kierownictwo OP, stwierdzała m.in.:

"Nie wolno nam trwać w biernocie! Każda chwila jest droga. Musimy pracą i walką bezkrwawą wesprzeć Kraj, zanim staniemy oko w oko z wrogiem naszej Ojczyzny".[24]

Po czym następowało wyliczenie zasad, na których nowe środowisko chce oprzeć przyszłość Polski. Składający się z 10 punktów program stwierdzał m.in., że w Europie jest miejsce jedynie na Wielką Polskę z granicą zachodnią na Odrze i Nysie Łużyckiej, a na wschodzie określoną traktatem ryskim. Geopolitycznie Wielka Polska powinna być związana układem z narodami słowiańskimi, narodami basenu naddunajskiego oraz Bałkanami na zasadach współżycia opartego na zasadach chrystianizmu.

Odrodzenie Polski zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej powinno oprzeć się na zasadach etyki katolickiej a wychowaniem nowych pokoleń Polaków zająć się winny w kolejności rodzina, Kościół, szkoła, wojsko oraz organizacje życia społecznego. Postulowano ograniczenie pracy najemnej opartej na wyzysku kapitalizmu prywatnego i państwowego. Praca nie powinna być traktowana jako zło konieczne, ale jako proces wychowawczy i uszlachetniający charakter, dlatego też uprzywilejowaną rolę powinna pełnić zdecentralizowana własność prywatna, która skutecznie przeciwstawi się zarówno kapitalizmowi jak i komunizmowi. Dalej mowa była o ochronie rodzimej, prawdziwie Polskiej kultury, sztuki i tradycji przed obcą infiltracją, przeciw rozwiązłości i upadkowi moralnemu. Na koniec podkreślano rolę silnej i zjednoczonej emigracji, której przetrwanie warunkuje wywalczenie niepodległej Polski.[25]

Program ten, utrzymany w duchu Deklaracji Ideowej ONR z 1934 roku i wojennych postulatów NSZ, dostosowany do wymogów teraźniejszości, stał się ideowo-polityczną wykładnią nowej, polskiej emigracji.


Powrót do kraju jest bliski

Tymczasem sytuacja międzynarodowa w Europie zaczęła się zaogniać, zwłaszcza na linii amerykańsko-sowieckiej. Względna stabilizacja charakteryzującą II połowę 1945 roku, a więc pierwsze miesiące po zakończeniu wojny, z początkiem roku 1946 zaczęła się wyraźnie psuć. W wyniku masowo fałszowanych referendów i na pozór „wolnych” wyborów prowadzonych w atmosferze terroru, Związek Sowiecki wprowadził w krajach Europy środkowo-wschodniej komunizm, tym samym przejmując ten region w wyłączną strefę wpływów.

9 lutego 1946 roku, Józef Stalin wygłosił przemówienie, w którym stwierdził, że "komunizm i kapitalizm nie mogą koegzystować" oraz ogłosił plan "przygotowania ZSRR w ciągu pięciu lat na każdą ewentualność". Wystąpienie zostało odebrane na zachodzie jako "deklaracja III wojny światowej". W odpowiedzi Winston Churchill, premier Wielkiej Brytanii, stwierdził, że Stalin podzielił Europę żelazną kurtyną, a sekretarz stanu USA wyraził opinię, że granica Polska na Odrze i Nysie Łużyckiej jest tymczasowa i narzucona przez ZSRR, dlatego wymaga rewizji, do czego USA będą dążyć. W roku 1947 napięcie między byłymi sojusznikami wciąż narastało i zostało określone mianem „zimnej wojny”.

Wreszcie rok 1948 przyniósł apogeum w stosunkach aliancko-sowieckich. Alianci, wbrew woli ZSRR, rozpoczęli proces unifikacji swoich stref okupacyjnych, który zapoczątkował tworzenie się państwa zachodnioniemieckiego. W odpowiedzi Związek Sowiecki szykował się do zbrojnego konfliktu. Jeszcze nigdy wybuch III wojny światowej nie był tak bliski. W obliczu raptownie zmieniającej się sytuacji międzynarodowej Amerykanie zahamowali proces likwidacji Kompanii Wartowniczych i rozpoczęli nowy zaciąg ochotników, odtwarzając Ośrodki Szkoleniowe, które w 1946 roku uległy rozkładowi. „Brygadowa” emigracja, w obliczu zachodzących wypadków, rozpoczęła proces reorganizacji i przygotowań do rychłego, w jej mniemaniu, wybuchu światowego konfliktu, który w konsekwencji przyniesie Polsce prawdziwą wolność.

Płk Dąbrowski w rozkazie specjalnym z dnia 28 marca 1948 roku pisał:

 (…) Sytuacja międzynarodowa w ostatnim czasie całkowicie się wyjaśniła. Możemy być dumni z tego, że nasze przewidywania sprawdzają się z nadzwyczajną dokładnością. (…)

(…) Powrót do kraju jest bliski. Uzbrojeni w cierpliwość, nie zrażając się trudnościami, będziemy prowadzić bezkompromisową walkę z czerwonym totalizmem, aż do ostatecznego zwycięstwa. W tej walce nie jesteśmy odosobnieni. Mamy potężnych przyjaciół – USA i Europę Zachodnią. Przyjaźń polsko-amerykańska daje nam pełną gwarancję, że z wiarą i ufnością patrzeć możemy na przyszły bieg wypadków.[26]

Jednocześnie wyżsi oficerowie Brygady rozpoczęli prace sztabowe nad opracowaniem planu na wypadek wybuchu III wojny światowej. Plan otrzymał kryptonim „P” i dotyczył ewakuacji Brygady Świętokrzyskiej z Niemiec.


Brygada Świętokrzyska w Hiszpanii?

Plan „P” ujrzał światło dzienne w maju 1948 roku, gdy napięcie na linii USA-ZSRR w każdej chwili mogło przerodzić się w konflikt zbrojny. Plan przewidywał w takiej sytuacji nagłe uderzenie sił sowieckim w kierunku zachodnim, celem opanowania całych Niemiec, Francji i Włoch. Nauczeni doświadczeniem niemieckiego blitzkriegu oficerowie sztabowi Brygady Świętokrzyskiej zakładali, że już w pierwszych godzinach wojny północne ośrodki szkoleniowe kompanii wartowniczych, a wszystkie ośrodki w ciągu pierwszego dnia będą zagrożone przez nieprzyjaciela.

Oddziały amerykańskie będą starały wycofać się jak najszybciej na zachód. Ośrodki polskie i oddziały amerykańskie, które będą opóźnione w wycofaniu zostaną odcięte przez kolumny pancerne nieprzyjaciela. Przy czym zakładano, że oddziały polskie będą podwójnie zagrożone przez sowietów i oddziały niemieckie. W takiej sytuacji planowano pospieszną ewakuację wszystkich ośrodków polskich na zachód.

Plan „P” był rozwinięciem na większą skalę planu „Z” z czasu wojny, kiedy to Brygada Świętokrzyska wycofała się z Polski. Mieli więc oficerowie sztabowi pewne doświadczenie w tej materii. Ze względu na rozciągnięte rozmieszczenie ośrodków polskich wzdłuż osi Coburg-Nurnberg-Monachium, nie przewidywano w pierwszym etapie ewakuacji, koncentracji oddziałów. Stąd też każdy ośrodek miał się wycofywać samodzielnie w ogólnym kierunku na linię rzeki Ren, zachowując przy tym stałą łączność z innymi ośrodkami. Na terenie Francji dowództwo postarało się o zainstalowanie skrzynek kontaktowych.

Szczegółowe kierunki wycofania dla oddziałów był następujący:

Okręg „Monachium” – Monachium – Landsberg – Meningen – Biberach – Tuttlingen – Freiburg – Kolmar – Le Creuset – Tuluza
Okręg “Norymberga” – Norymberga – Ansbach – Schwabische Hall – Stuttgart – Freiburg – Kolmar – Le Creuset – Tuluza
Okręg “Frankfurt” – Frankfurt – Hagenan – Le Creuset – Tuluza
Okręg “Mannheim” – Mannheim –Hagenan – Le Creuset – Tuluza

Z powyższego widać, że ogólna koncentracja oddziałów miała nastąpić w Tuluzie, w północnej Francji. W razie dalszego postępu nieprzyjaciela, jednostka o sile dywizji piechoty, miała wycofać się do neutralnej Hiszpanii. Marsz miał posuwać się w kolumnach ubezpieczonych, omijając większe osiedla. Oddziały, które zostaną odcięte przez nieprzyjaciela powinny wykorzystać lasy, góry i porę nocną przedzierając się do Francji względnie Hiszpanii. [27]

Plan „P” zawierał również instrukcję dla dowódców poszczególnych pododdziałów. Instrukcja zawierała dwa zasadnicze punkty. Pierwszy, obejmował okres przygotowawczy i drugi, wymarsz i wykonanie marszu. Punkt pierwszy składał się z ośmiu podpunktów, które szczegółowo instruowały dowódców jak mają przygotować się do wymarszu. Przede wszystkim miano zapoznać się i przestudiować trasę wymarszu jak i zaopatrzyć się w odpowiednie mapy. Opracować szczegółową instrukcję alarmową uwzględniającą wszelką ewentualność. Zaopatrzyć się w odpowiednią liczbę samochodów i benzyny do nich w celu wykonania „pierwszego skoku”, którego zasięg wynosił 300-400 km.

Miano rekwirować przede wszystkim samochody amerykańskie, jako lepsze technicznie od niemieckich, a w razie napiętej sytuacji i popłochu, zabezpieczenie ich przed zniszczeniem lub utratą. Kierowców miano szkolić w kompaniach, uwzględniając kierowców zapasowych. Miano gromadzić amunicję i broń, zwłaszcza maszynową a także zapasy suchego prowiantu na 3 dni. Łącznikami i gońcami w kolumnach uczynić miano wyszkolonych w tym celu motocyklistów. W wymarszu uwzględniono również ewakuację polskiej ludności cywilnej, zwłaszcza młodzieży. Wszystkie postanowienia miano zachować w ścisłej tajemnicy.

Punkt drugi odnosił się do praktycznego wykonania marszu, który w kolejności przedstawiał się następująco. Wymarsz miał odbyć się zgodnie z przeprowadzonym alarmem, po czym miano wydać ekwipunek, czyli amunicję, porcje żywnościowe i paliwo. Organizacja kolumn samochodowych leżała w gestii oficera technicznego, który gorsze wozy powinien skierować do przodu, wyznaczyć komendantów wozów, wydać odpowiednie zarządzenia OPL (Obrony PrzeciwLotniczej) i zorganizować ubezpieczenie kolumny. Po wyznaczeniu oficera kierunkowego, wszystkim komendantom wozów miano podać trasę ewakuacji.

Do przodu miały zostać wysłane wozy rozpoznawcze. W miarę możliwości wycofanie odbywać się miało w większych zgrupowaniach. Zobowiązano do przestrzegania ścisłej dyscypliny i techniki marszu wyznaczając oficerów technicznych, kierunkowych i podoficerów służbowych. Szczegółowa organizacja kolumny samochodowej przewidywała m.in. równoczesne ruszenie, nie rozciąganie kolumny, zachowanie odstępów i zwartości a także przestrzeganie odpowiedniej szybkości, którą ustalono na 40 km/h oraz ustalono 10-20 min. przerwy co dwie godziny w celu sprawdzenia wozów, łączności i odpoczynku dla żołnierzy.

W czasie marszu miano za wszelką cenę unikać walki i jakiejkolwiek konfrontacji a w razie całkowitego zaskoczenia, odcięcia drogi, rozbicia lub utracenia sprzętu motorowego, kolumny miały zejść na boczne drogi, względnie w lasy i góry i w rozproszeniu podjąć działania partyzanckie w sile plutonów przedzierając się do miejsca koncentracji we Francji.[28]

Planowi „P” przyświecały identyczne pobudki, co jego poprzednikowi. Chodziło przede wszystkim o zabezpieczenie potencjału ludzkiego jaki został w trudach i z wielkim poświęceniem zgromadzony w ciągu kilku ostatnich lat przez środowisko NSZ-OP na emigracji. Pisał o tym wiele razy w swoich rozkazach specjalnych płk Dąbrowski do swoich podkomendnych:

"Wasza wartość dla Polski jest olbrzymia. Jesteście nagromadzonym kapitałem Narodu polskiego, (…) Tego kapitału nam zmarnować nie wolno (…) Wobec tego na czoło wysuwa się zagadnienie zabezpieczenia Was przed zniszczeniem w razie gwałtownych zmian w Europie".[29]

W takim przeświadczeniu narodził się plan „P”, kolejna śmiała i brawurowa akcja polskich narodowców.


Koniec epopei

Perspektywa dużego ośrodka polskiego pod gorącym niebem Hiszpanii, pod pełną kontrolą OP, którą gwarantował rząd gen. Franco, podzielający ideologię narodowców, stał się już w czerwcu br. jedynie fantazją sztabu Brygady Świętokrzyskiej.  Zamiast światowego konfliktu – w wyniku którego potężna, antykomunistyczna koalicja na czele z USA pokonuje Związek Sowiecki, w konsekwencji czego przynosi Polsce upragnioną niepodległość, a wielkość której z kolei miał przynieść, wkraczający wraz z wojskami koalicji, hiszpański korpus NSZ, jedyna zorganizowana polska siła zbrojna – Europa i świat była świadkiem jedynie tzw. kryzysu berlińskiego.

Związek Sowiecki, skutecznie powstrzymywany przez atomową groźbę USA, ograniczył się jedynie do blokady, przez nieliczne zresztą wojska, Berlina Zachodniego. Po 11 miesiącach blokada została zdjęta, a konsekwencją niemal rocznego napięcia było powstanie dwóch oddzielnych państw niemieckich. Zachodniego – RFN (Republika Federalna Niemiec) z wolnym, demokratycznym rządem i wschodniego – NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna), w nazwie którego rzeczownik „demokratyczny” jest jedynie sowiecką manipulacją. Za taką cenę została ostatecznie zażegnana groźba wybuchu III wojny światowej.

W pełni świadome sytuacji było środowisko NSZ-OP, które zarzuciło ostatecznie militarne plany i w wyniku rozmów z rządem francuskim, którym pośredniczył obok działaczy OP, gen. Anders, przerzuciło niemal 2000 polskich emigrantów zgrupowanych w Samopomocy Żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, do przemysłowych ośrodków Francji, w których brakowało rąk do pracy. Ostatnia misja Brygady Świętokrzyskiej polegała na zneutralizowaniu ośrodków rodzącego się komunizmu we Francji, infiltrującego robotnicze środowiska polskiej emigracji zarobkowej. W roku 1949 nowa, antykomunistyczna francuska Polonia została zorganizowana w „Ogniwo”, ostatnie wcielenie posteNeSZetowskiej emigracji. W roku 1956 ostatnie placówki „Ogniwa” rozwiązują się, a jej działacze w większości emigrują do USA, gdzie do końca lat 80. kultywują tradycję i spuściznę NSZ.
Nieliczni, wywodzący się z Brygady Świętokrzyskiej i Kompanii Wartowniczych, nie mogący pogodzić się z utratą karabinu, w szeregach Legii Cudzoziemskiej walczyli w kolonialnych wojnach w Afryce Północnej i Azji Południowo-Wschodniej.

Jeszcze inni na własną rękę podjęli walkę z systemem, który odebrał im Polskę, stając się kondotierami-najemnikami walczącymi z bronią w ręku z komunistami w każdym zakątku globu, jak legendarny Rafał Gan-Ganowicz, żołnierz Kompanii Wartowniczych.


 


Bibliografia:
1. Bojemski S., Narodowe Siły Zbrojne w powstaniu warszawskim (1 VIII – 2 X 1944), Warszawa 2009.
2. Brzoza Cz., Od Miechowa do Coburga. Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych w marszu na zachód, „Pamięć i Sprawiedliwość”, 1(5) 2004.
3. Kulińska L., Narodowcy. Z dziejów obozu narodowego w Polsce w latach 1944-1947, Warszawa-Kraków 1999.
4. Kulińska L., Orłowski M., Sierchuła R., Narodowcy. Myśl polityczna i społeczna Obozu Narodowego w Polsce w latach 1944-1947, Warszawa-Kraków 2001.
5. Marcinkowski M., Wspomnienia 1934-1945, Warszawa 1998.
6. Morgan D&T, The Anabisis of the Holy Cross Brigade. Reflected in the Documents of the United States Governent 1945-1950, “Glaukopis” nr 5-6/2006.
7. Muszyński W.J., Polskie serce w obcym mundurze, „Niezależna Gazeta Polska”, z 2 XI 2007.
8. Narodowe Siły Zbrojne – dokumenty, struktury, personalia, t. 1-3, red. Żebrowski L., Warszawa 1996.
9. Ostasz G., Pod znakiem jaszczurki, [w:] „Niezależna Gazeta Polska” z 2 XI 2007.
10.  Rozkazy Dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ 1944-1945, pod red. Brzozy Cz., Kraków 2003.
11.  Rozkazy Dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ – I Grupa Kompanii Wartowniczych, pod red. Brzozy Cz., Kraków 2008.
12.  Siemaszko Z.S., Narodowe Siły Zbrojne, Londyn 1982.
13.  Smolarz R., Brygada Świętokrzyska w Ratyzbonie, „Biuletyn IPN”, nr 10-11/2007
14.  „Zeszyty do historii Narodowych Sił Zbrojnych”, t. 2, zeszyt III, Chicago 1964.
15.  Żaryn J., Dramatyczny marsz, czyli Brygada Świętokrzyska od wewnątrz, „Biuletyn IPN”, nr 8-9/2004.


 


Przypisy:
[1] Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych – I Grupa Kompanii Wartowniczych 1946, opr. Cz. Brzoza, Kraków 2008, s. 309.
[2][2] Organizacja Polska (OP) tajna, zhierarchizowana, elitarna organizacja Obozu Narodowego. Powołana do życia w latach 30. XX wieku przez młodych, ambitnych i bardzo dobrze wykształconych działaczy narodowych, którzy w 1934 roku dokonali w łonie Obozu Narodowego rozłamu, tworząc Obóz Narodowo Radykalny. OP sprawowało tajne kierownictwo nad ONR. Celem OP było wykształcenie intelektualnych i zawodowych elit, które, zdobywając wysoką pozycję społeczną, będą miały realny wpływ na rządy w Polsce. Stąd też OP podzielona była na grupy zawodowe (grupa lekarska pod nazwą „Medycyna Polska”, grupa prawnicza „Palestra” i inne), których działacze w sposób zakonspirowany mieli infiltrować środowiska polityczne i zawodowe w Polsce, przejmując nad nimi kontrolę. W OP istniała ścisła hierarchia i na wzór masoński, dzieliła się na stopnie wtajemniczenia. Zaczynając od najniższego, były to poziom „S” (Sekcja), poziom „C” (Czarnecki) i poziom „Z”(Zakon Narodowy), z którego łona wybierany był, sprawujący kontrolę nad pozostałymi, Komitet Polityczny. Po wewnętrznym rozłamie w ONR, który nastąpił w 1935 roku, OP przejęła kontrolę nad ONR-ABC. Po roku 1939 OP włączyła się do konspiracji przekształcając ONR-ABC w tzw. Grupę Szańca i tworząc własną wojskówkę „Związek Jaszczurczy”(ZJ). W 1942 roku z części nie scalonej z AK Narodowej Organizacji Wojskowej (wojskówki przedwojennego Stronnictwa Narodowego <SN>) i ZJ utworzone zostały Narodowe Siły Zbrojne (NSZ), które w szczytowym okresie liczyły około 100 tysięcy zaprzysiężonych członków. Politycznym zapleczem NSZ była Tymczasowa Narodowa Rada Polityczna (TNRP) w skład której wchodzili przedstawiciele Grupy Szańca (OP) i frondy SN. Z inicjatywy TNRP, obok NSZ, powołano również struktury cywilne pod nazwą Służba Cywilna Narodu (SCN), w szczytowym okresie licząca sobie około 15 tysięcy fachowców z różnych dziedzin zawodowych. W roku 1944, w wyniku licznych intryg, OP przejęło całkowitą kontrolę nad TNRP, a tym samym nad NSZ, które zostały uszczuplone o poważny potencjał, który z frondą SN przeszedł do AK, tworząc równorzędną organizację NSZ-AK. Na początku roku 1945 środowisko OP zostało podzielone, część działaczy przedostała się na zachód z Brygadą Świętokrzyską, tworząc w amerykańskiej strefie okupacyjnej w Niemczech ośrodki emigracyjne w Regensburgu (przetrwał do końca 1946 roku) i w Monachium (przetrwał do 1949), pozostali działacze z Komitetem Politycznym pozostali w kraju kontynuując walkę z komunistami. Do końca roku 1946 ośrodek krajowy miał stałą łączność z ośrodkami zagranicznymi, co zaowocowało współpracą wywiadowczą na rzecz Polskiego Rządu w Londynie. Współpraca ta została zakończona z końcem roku 1946 w wyniku aresztowania krajowych działaczy OP Stanisława Kasznicy i Lecha Nejmana, straconych przez UB w lutym 1947 roku. Ostatni działacze OP w zorganizowanej formie przetrwali we Francji powołując organizację polskich emigrantów, byłych eNeSZetowców, "Ogniwo" (1949-1956). L.Kulińska, Narodowcy – z dziejów obozu narodowego w Polsce w latach 1944-1947, Warszawa-Kraków 1999; L. Kulińska, M. Orłowski, R. Sierchuła, Narodowcy. Myśl polityczna i społeczna Obozu Narodowego w Polsce w latach 1944-1947, Warszawa-Kraków 2001, Z.S. Siemaszko, Narodowe Siły Zbrojne, Londyn 1982; Narodowe Siły Zbrojne – dokumenty, struktury, personalia, pod red. L. Żebrowski, t. 3, Warszawa 1996.
[3] S. Bojemski, Narodowe Siły Zbrojne w powstaniu warszawskim (1 VIII – 2 X 1944), Warszawa 2009, s. 42.  
[4] Z.S. Siemaszko, Narodowe Siły Zbrojne,… s. 154.
[5] Brzoza Cz., Od Miechowa do Coburga. Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych w marszu na zachód, „Pamięć i Sprawiedliwość”, 1(5) 2004, s. 223.
[6] Z.S. Siemaszko, Narodowe Siły Zbrojne,… s. 162; K. Karolewicz, Brygada Świętokrzyska, cz. II – Marsz na Zachód, s. 75, „Zeszyty do historii NSZ”, t. 2, zeszyt III, Chicago 1 964.
[7] Z.S. Siemaszko, Narodowe Siły Zbrojne,… s. 162.
[8] Dowódca Brygady Świętokrzyskiej, płk Antoni Szacki, po zakończeniu wojny zaczął używać jako nazwiska pseudonimu Dąbrowski. Podobnie uczyniło wielu jego podkomendnych, w obawie przed zidentyfikowaniem ich prawdziwych danych personalnych przez komunistów, którzy wiedzę tą mogli wykorzystać represjonując rodziny żołnierzy pozostałe w kraju.
[9] Z.S. Siemaszko, Narodowe Siły Zbrojne,… s. 74.
[10] Tamże, s. 169.
[11] Morgan D&T, The Anabisis of the Holy Cross Brigade. Reflected in the Documents of the United States Governent 1945-1950, „Glaukopis” nr 5-6/2006; Kulińska L., Narodowcy.Z dziejów obozu narodowego w Polsce w latach 1944-1947, Warszawa-Kraków 1999, s. 142-148.
[12]Kulińska L., op. cit., Warszawa-Kraków 1999, s. 139.
[13] Tamże, s.140.
[14] Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych – I Grupa Kompanii Wartowniczych 1946, opr. Cz. Brzoza, Kraków 2008, s. VIII-IX.
[15] Tamże, s. IX.
[16] Tamże, s. X.
[17] Tamże, s. 294.
[18] Tamże, s .295.
[19] Np. Szumowiny i volksdeutsche, „Pismo Żołnierza”, nr 23, 8 IV 1946, s. 5.
[20] Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych – I Grupa Kompanii Wartowniczych 1946,…, s. 296.
[21] Tamże, s. 299.
[22] Tamże, s.301-302.
[23] Z. Siemaszko, Narodowe Siły Zbrojne, Londyn 1982, s. 188.
[24] Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych – I Grupa Kompanii Wartowniczych 1946,…, s. 306.
[25] Tamże, s. 306-307.
[26] Tamże, s. 305.
[27] Tamże, s. 308-309.
[28] Tamże, s. 310-311.
[29] Tamże, s. 301.

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Krótkie spięcia

Wieści z frontu

EUR PLN CHARTS

Zwróć uwagę

Uwaga, może zaboleć:
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

stat4u